|
|
.:Przemysław Gola: "Ruch charyzmatyczny dzisiaj."
Często pada pytanie, czym Kościół Zielonoświątkowy różni się od Katolickiego. Myślę, że warto poświęcić chwilę czasu, aby odpowiedzieć na to pytanie, w szczególności zaś wyjaśnić, na czym polegają nieporozumienia, które nagromadziły się wokół ruchu charyzmatycznego.
Ale zanim zacznę właściwy wykład, chciałbym objaśnić terminologię, którą się będę posługiwał. Otóż istnienie Kościoła Zielonoświątkowego w Polsce wynika z ogromnego przebudzenia religijnego wśród członków niektórych kościołów tradycyjnych na początku XX wieku. Przebudzenie to oraz wszystkie jego przejawy, czyli między innymi powstanie nowych wyznań religijnych oraz innych organizacji chrześcijańskich na łonie już istniejących denominacji, będę nazywał ruchem charyzmatycznym lub też ruchem zielonoświątkowym. Natomiast na określenie poszczególnych wyznań i organizacji, które można by włączyć w ów ruch charyzmatyczny, będę używał nazw własnych rozpoczynających się od wielkiej litery, np. Kościół Zielonoświątkowy w RP. Oznacza to, że zielonoświątkowcy i Zielonoświątkowcy to nie koniecznie ci sami ludzie, bowiem ci pierwsi mogą być członkami katolickiej wspólnoty zielonoświątkowej, natomiast ci ostatni to po prostu członkowie Kościoła Zielonoświątkowego w RP. A więc do rzeczy.
Objaśnienie Polakowi, na czym polega istota ruchu charyzmatycznego, skutkuje zazwyczaj komentarzem w rodzaju: "i o co się było kłócić?" Musimy zrozumieć, że polski katolicyzm zawsze dopuszczał jakąś dozę cudowności albo mistycznych doznań wśród swoich wyznawców. Mówi się przecież o cudownych uzdrowieniach albo objawieniach (mniejsza, od kogo one pochodzą). Rozumiemy z tego, że takie zjawisko, jak ruch charyzmatyczny nie mógł i dalej nie może znaleźć pożywki na polskiej ziemi i musiał się narodzić na gruncie zgoła odmiennym. Ten grunt stanowi kultura zachodu, czyli kultura, w której protestantyzm jest prądem od wieków już dominującym.
I tutaj dochodzimy do sedna sprawy, czyli do chyba najgłębszej różnicy między katolicyzmem a protestantyzmem. Bo oto w powszechnej świadomości Polaków protestantyzm jawi się głównie jako religia, w której księża mogą mieć żony (słusznie zresztą), jednakże fakt ten nie oddaje istoty, gdyż istota tkwi zupełnie gdzie indziej: w historycznych uwarunkowaniach, żeby nie powiedzieć w zażyłościach. Protestantyzm był reakcją na bardzo konkretny stan, czyli kościół doby średniowiecza: kościół pełen zepsucia moralnego, ale chyba przede wszystkim doktrynalnego. Jako na źródło zepsucia doktrynalnego XVI-wieczni reformatorzy chrześcijaństwa wskazali na odejście od nauki Pisma Świętego i zwrócenie się bardziej ku tradycji, czyli ustaleniom późniejszych soborów. Dlatego też najważniejszą cechą protestantyzmu, zdaniem protestantów oczywiście, jest budowanie doktryny tylko w oparciu o Pismo Święte, co znajduje potwierdzenie w tezie wygłoszonej przez Marcina Lutra- Sola Scriptura, czyli Tylko Pismo.
Z tego względu protestantyzm rozwijał się w atmosferze panicznego strachu przed wszelkimi innowacjami, w szczególności, jeśli te innowacje miały dotyczyć emocjonalnej sfery ludzkiej duchowości.
W takiej atmosferze nastąpiło wystąpienie Charlsa Parhama, dyrektora seminarium teologicznego w Stanach Zjednoczonych, paradoksalnie członka Ku Klux Klanu zarazem. Parham zinterpretował wszystkie fragmenty Pisma Świętego, mówiące o chrzcie w Duchu Świętym, jako dotyczące przeżycia zielonoświątkowego, po polsku byśmy powiedzieli bierzmowania. Wraz ze studentami swego seminarium zadał sobie pytanie, czy człowiek w jakiś sposób może być pewien przeżycia takiego nadprzyrodzonego bierzmowania, i, w swoim przynajmniej przekonaniu, na to pytanie udzielił satysfakcjonującej odpowiedzi. Dowodem takim miała być umiejętność mówienia wcześniej niewyuczonymi językami, już to ludzkimi, już to anielskimi. Zaczęto prosić Boga, aby potwierdził szczególne namaszczenie studentów seminarium, i dał tę niezwykłą umiejętność mówienia językami (glosolalii). Jako pierwsza dar ten otrzymała Agnes Ozman, a miało to miejsce 1 stycznia 1901 roku. Parham uznał, że przeżycie to jest tożsame z przeżyciem młodego kościoła chrześcijańskiego w Dniu Zielonych Świątek, o którym czytamy w drugim rozdziale Dziejów Apostolskich i nazwał to przeżycie chrztem w Duchu Świętym (baptism with the Holy Spirit). Powyższą datę uważa się za narodziny ruchu charyzmatycznego na świecie.
Innym ciekawym wydarzeniem, które przyczyniło się do błyskotliwego rozwoju ruchu charyzmatycznego, była działalność murzyńskiego duchownego Williama Seymoura. Seymour zaczął pracować w małym kościele w Los Angeles, jednakże kiedy przyznał się, że w ślad za Parhamem wierzy w chrzest w Duchu Świętym, został natychmiast z pracy wyrzucony. Seymour nie uległ zniechęceniu i w 1906 roku kupił starą stajnię, przy ulicy Azusa Street 312, w której zaczął organizować spotkania. Spotkania jego odniosły niebywały sukces, gdyż zaczęły się na nich zgromadzać prawdziwe tłumy, a najdziwniejsze jest chyba to, że członkowie jego społeczności nie zwracali uwagi na różnice istniejące między nimi: stan majątkowy albo, o zgrozo, kolor skóry. Fakt ten współczesnym Seymoura wydał się tak niezwykły, że bardzo mocno nagłośniono go w środkach masowego przekazu. Dzięki temu to, co wydarzyło się w starej stajni, wkrótce miało się stać udziałem wielu ludzi na całym świecie.
Charyzmatycy postulowali nie tylko konieczność zabiegania o drugie przeżycie nazywane przez nich chrztem w Duchu Świętym, ale również, a może przede wszystkim, podkreślali, że cuda i znaki, o jakich czytamy na kartach Nowego Testamentu, mogą dziać się również i dzisiaj. Zatem cudowne uzdrowienia, proroctwa, cuda nie są niczym niezwykłym, a wręcz przeciwnie, życie przeciętnego chrześcijanina powinno się zasadzać na tej cudownej mocy, którą oferuje Bóg.
Nowy nurt spotkał się z wielkim entuzjazmem osób niezadowolonych z obecnego porządku religijno-moralnego, zaś z wielkim sprzeciwem ze strony tradycyjnych wyznań protestanckich.
Tak też stało się i w Polsce. Członkowie Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego na Śląsku Cieszyńkim przyjęli entuzjastycznie nowy prąd, ale z powodu braku akceptacji władz zwierzchnich byli zmuszeni poszukać jakiegoś rozwiązania, które umożliwiłoby im propagowanie nowych idei na szerszą skalę. Nie chcąc opuszczać formalnie Kościoła Luterańskiego, postanowili założyć w 1910 roku stowarzyszenie o nazwie Związek na Rzecz Stanowczego Chrześcijaństwa zwany powszechnie Związkiem Stanowczych Chrześcijan. Pierwszym prezesem stowarzyszenia został Jan Kajfosz. Swój urząd piastował niedługo, ponieważ ze względu na fakt nieposiadania ponadnaturalnych darów Ducha Świętego, został skłoniony do podania się do dymisji.
Związek na Rzecz Stanowczego Chrześcijaństwa istniał do roku 1947, kiedy to pod presją władzy państwowej doszło do utworzenia Zjednoczonego Kościoła Ewangelicznego, do którego przystawały stopniowo różnorakie małe wyznania protestanckie o niewiele różniącej się od siebie doktrynie. Dopiero wtedy członkowie tego stowarzyszenia przestali być formalnie członkami Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego.
Zjednoczony Kościół Ewangeliczny istniał do 1988, kiedy to władze kościoła postanowiły reorganizować kościół i na miejsce stworzonej przez komunistów denominacji powołany został Kościół Zielonoświątkowy w RP, do którego przystało większość zborów tworzących uprzednio ZKE.
Reasumując, w chwili obecnej ruch charyzmatyczny przejawia się pod trzema postaciami:
1. Po pierwsze do ruchu charyzmatycznego zaliczamy wszystkie kościoły o charakterze zielonoświątkowym, które podkreślają, że mówienie językami jest znakiem koniecznym na otrzymanie chrztu w Duchu Świętym. Powstawanie tych denominacji nazywamy Pierwszą Falą przebudzenia zielonoświątkowego.
2. Po drugie do ruchu charyzmatycznego należą wszyscy członkowie kościołów tradycyjnych, np. Kościoła rzymskokatolickiego, którzy akceptują naukę o występowaniu cudownych darów współcześnie, a zarazem w jakiś sposób przychylają się do istnienia drugiego przeżycia zielonoświątkowego, które ma za zadanie wyposażyć chrześcijanina do służby, przy czym nie wszyscy akceptują naukę o konieczności występowania daru glosolalii. Tę grupę chrześcijan nazywamy Drugą Falą.
3. Po trzecie do ruchu charyzmatycznego przynależą kościoły powstałe głównie w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, które deklarują swoją przynależność do ruchu charyzmatycznego, ale nie kładą nacisku na glosolalię, lecz uważają wszystkie dary Ducha Świętego za równoważne. Podkreślają zazwyczaj również, ze wszyscy chrześcijanie są ochrzczeni Duchem Świętym w chwili swojego nawrócenia, natomiast owo wyposażenie w moc Ducha Świętego zwykli nazywać napełnieniem albo obdarowaniem mocą.
Ruch charyzmatyczny jest w chwili obecnej najbardziej dynamicznie rozwijającym się prądem religijnym na świecie. W Ameryce Południowej zielonoświątkowcy stanowią już 65% wszystkich ludzi przyznających się do chrześcijaństwa. W Stanach Zjednoczonych największymi denominacjami o charakterze zielonoświątkowym są Church of God in Christ oraz Asemblies of God. Kościoły te również stanowią ścisłą czołówkę pod względem liczby wiernych. W Polsce dość dużą popularność zyskał sobie Ruch Odnowy w Duchu Świętym, który jest częścią składową Kościoła rzymskokatolickiego, a także Kościół Zielonoświątkowy, drugi co do wielkości obecnie kościół ewangeliczny w Polsce (ok. 20 000 wyznawców, inne kościoły stanowią margines dużo poniżej błędu statystycznego, np. Chrześcijańska Wspólnota Zielonoświątkowa, Ewangeliczna Wspólnota Zielonoświątkowa, Kościół Chrześcijan Wiary Ewangelicznej i inne).
To wszystko, co chciałem powiedzieć na temat historii ruchu charyzmatycznego; a teraz należałoby się odwołać do tytułu niniejszego artykułu i zapytać: "A jaki jest ruch charyzmatyczny dzisiaj?"
W swoim artykule starałem się ukazać różnorodność poszczególnych prądów: zarówno blaski jak i cienie związane z narodzinami ruchu, bo rzeczywiście osobiście zauważam zarówno rzeczy pozytywne, jak i negatywne.
Do rzeczy pozytywnych zaliczyłbym nowy zapał oraz styl modlitwy i uwielbienia, jaki charyzmatycy przynieśli kościołowi. Bo chociaż przebudzenie zielonoświątkowe narodziło się w wyniku teologicznego nieporozumienia, to późniejsze, bardziej dojrzałe formy tego zjawiska wiele wniosły do skostniałych już wyznań tradycyjnych, tak że trudno sobie wyobrazić dzisiaj, jak by wyglądał kościół XXI wieku bez przebudzenia zielonoświątkowego sto lat wcześniej. Mogę zapewnić was, że nawet osoby, które nigdy o takim przebudzeniu nie słyszały, cieszą się dzisiaj z jego dobrodziejstw.
Negatywne jest na pewno zacietrzewienie, jakie panuje wśród przywódców ruchu, którzy niejednokrotnie wykłócają się o trzeciorzędne zagadnienia teologiczne, zupełnie obce dla przeciętnego człowieka, doprowadzając tym samym do dalszego podziału kościołów na świecie.
Osobiście jestem sympatykiem ruchu charyzmatycznego. Jestem nim, ponieważ wierzę, że Duch Święty i Jezus działa aż do dzisiaj (Jn. 5.17, BT). Działa On na różne sposoby, posługując się różnymi ludźmi: grzesznymi, upadłymi, których przecież tak umiłował. Wszystko to w jednym określonym celu: aby ludzie poznawali Jezusa i oddawali Mu swoje życie. Nie wszyscy ludzie chcą się w tej kwestii podporządkowć Bogu, ale On nie nalega, On nie nakazuje- po prostu odchodzi dając szansę innym, aby zrealizowali Jego odwieczny plan zbawienia dla ludzi. Ten plan nie może być zatrzymany. Bóg zawsze znajdzie wyjście, jeśli ludzie zaczną budować tamę dla Jego woli, podobnie jak rzeka znajduje inne koryto, jeśli natrafia na przeszkodę na swej drodze.
Ruch charyzmatyczny jest dzisiaj najbardziej obiecującym ruchem na świecie. Jeśli wytrwa i jeśli miłość ludzi, którzy go tworzą nie oziębnie, Bóg z pewnością użyje go do budowy Swojego Królestwa, mam nadzieję, że również i w Polsce.
Zawiercie, 2 lipca 2003 (zmodyfikowano 30.05.2004)
|