www.protestanci.org
rozmiar: 8553 bajtów
 o nas
 historia serwisu
 współpracuj z nami
dodaj do ulubionych
ustaw jako startową
najważniejsze przesłanie
buziaczek!
serwis teologiczny
  .:strona główna
  .:kontakt

 .:serwisy

  .:audio
  .:czytelnia
  .:naZawsze.org
  .:teologia
  .:pastor
  .:katalog stron
  .:kurs biblijny
  .:forum rodziny
  .:forum dyskusyjne

 .:protestanci.org

  .:o nas
  .:historia serwisu
  .:współpraca



.:Andrzej Migda: "Życie - przyjemne czy obfite?"

Andrzej Migda jest pastorem zboru "Nowe Jeruzalem" Kościoła Bożego w Chrystusie w Nowym Sączu.


Materiał ten jest zapisem słownym kazania wygłoszonego podczas nabożeństwa Społeczności Chrześcijańskiej Nowe Jeruzalem w Nowym Sączu

Zajmijmy się paroma aspektami życia chrześcijanina. Wiemy do czego prowadzi życie przyjemne i wiemy, że jest to powszechny ruch w chrześcijaństwie. Ludzie często myślą, że chrześcijaństwo powinno prowadzić do życia przyjemnego, takiego jak w filmie "Domek na prerii", taki stereotyp - biblia w koronkowej oprawce, ojcowie którzy zawsze mają czas dla dzieci i są pełni zrozumienia dla swoich żon, żony które im podają obiad po powrocie z pracy, ale wiecie że to się nie sprawdza, życie tak nie wygląda. Oczywiście w Bogu jest to możliwe i te wszystkie rzeczy które wymieniłem są prawdą, ale rzadko występują jednocześnie. Są chrześcijańskie małżeństwa i ludzie wolni, którzy żyją w pełni pokoju i miłości Bożej, ale nawet oni przyznają, że mają z tym problemy. Znam przykład małżeństwa z długoletnim stażem które tworzyło doskonałe pozory. Zawsze trzymali się za ręce, odnosili się do siebie ciepło i można było patrząc na nich pomyśleć, iż są wzorem chrześcijańskiego małżeństwa. Niestety ich dom w niczym nie przypominał domku na prerii a dziś są już po rozwodzie.

Pozory mylą.
Jezus nigdzie nie obiecywał życia przyjemnego, natomiast powiedział, że przyszedł dać życie aby owce miały je w obfitości, czyli innymi słowy moje życie może być obfite, ale obfite w co? Obfite w pokarm, obfite w łaskę, obfite w sprawiedliwość, obfite w prawość, obfite w pokój, obfite w radość, obfite we wszelkie owoce duchowe, obfite w dobroć, obfite w miłosierdzie to jest życie obfite, obfite czyli przynoszące owoce, które ktoś może spożyć. Jeżeli ogród obfituje, to obfituje- owocem, jeżeli plantacja obfituje to w owoce, jeżeli cokolwiek obfituje, to obfituje w coś co można wziąć i spożyć. Oczywiście możemy a nawet powinniśmy obfitować również w rzeczy niematerialne, np. poznanie, ale to też przynosi owoc który ktoś może spożyć, gdyż poznanie bez miłości nadyma, ale z miłością buduje. Gdyby poznanie miało budować tylko mnie, to miłość nie jest mi do niczego potrzebna, ponieważ ja chodzę zbudowany. Jestem zachwycony jakimś słowem, tłumaczeniem, wersetem, czymkolwiek, ja jestem zbudowany. Ale potrzebuję miłości, żeby zbudować kogoś innego, a ktoś inny potrzebuje miłości, żeby odebrać to co do niego mówię w sposób właściwy bez uprzedzeń i bez złego nastawienia.

Miłość Boża przykrywa mnóstwo naszych nieprawości. Jeżeli Bóg jest cierpliwy dla mnie to dla czego ja nie mam być cierpliwy i wyrozumiały dla moich bliźnich, z pokorą traktując ich jako wyższych od siebie. Jeżeli mnie coś ciągle rani, jeżeli przechowuję urazę to znaczy, że nie umarłem w mojej cielesności dla jakiejś kwestii. Przecież "umarłego nie boli". Czasem mnożymy sobie w Kościele, problemy z powodu których się obrażamy, dzielimy, nie rozumiemy, itd. Często są to sprawy tak dalece nie ważne, że szkoda się nimi zajmować, a potrafią zatrzymać pracę Pańską; bywa że na lata. Dlaczego ktoś mi tak powiedział?, dlaczego w ten sposób, dlaczego tak?. A jakie to ma znaczenie?. Kiedy zaczynasz zadawać sobie pytanie, jakim prawem ktoś śmie zwrócić ci uwagę, Bóg bierze hebel i struga twoją cielesność, aż wióry lecą, żeby dotrzeć do miejsca gdzie jest jeszcze pokora, ponieważ to pycha się w tobie buntuje, ja przecież wiem, gdyż przecież słyszałem, przecież studiowałem, ja zrobiłem to i to i tamto. Dobrze, że przeczytałeś, to dobrze że słyszałeś, ale czy to jest powód by się wynosić.

Mogę powiedzieć że przez 17 lat mojej drogi za Panem słyszałem, czytałem i widziałem nie jedno. Gdybym jednak mógł się cofnąć w czasie, to przeczytałbym więcej, robiłbym więcej, studiował więcej, gdyż wiem że mógłbym jeszcze lepiej teraz tego użyć, gdybym się przyłożył bardziej do nauki i gdybym się przyłożył bardziej do szukania, różnych rzeczy na które Bóg dawał mi czas. I gdybym przyłożył się bardziej do uczniostwa, mógłbym łatwiej osiągnąć najwyższy standard w królestwie bożym na ziemi zostać sługą który mówi... nie tak Panie jak ja chcę, czuje, rozumię, ale tak jak Ty chcesz.

Niestety w dzisiejszych czasach cena uczniostwa spada, ponieważ łatwo jest być uczniem Jezusa. Wszędzie możecie dostać Ewangelię, wszędzie możecie słuchać Słowa Bożego, nie podoba się wam w jednym Kościele, to szantażujecie przywódców, że pójdziecie do innego. Bóg mnie napomniał i powiedział: "Dlaczego chcesz się w ogóle zajmować takimi rzeczami, czemu boisz się tego, że ktoś odejdzie ponieważ ty zaczniesz stawiać przed nim wymagania wynikające z Ewangelii? Niech idzie!" Jezus zapytał uczniów : "Czy i wy chcecie odejść?", nie mówił uczniom: "Przepraszam, wiecie źle to ująłem, wybaczcie mi, ale zmęczony jestem, nie jadłem trzy dni, gdyż głosiłem Ewangelię , nie odchodźcie, przepraszam. Zastanówcie się, ja wam to powiem w innej formie". Jezus nic takiego nie zrobił, i wiecie co oni powiedzieli? Powiedzieli: "Poniesiemy każdą cenę, bo nie mamy gdzie pójść, Ty masz słowa życia wiecznego".

To czego jest dużo, tego cena spada, ale to jest pseudouczniostwo. Ludzie chodzą za swoimi pożądliwościami i nazywają się chrześcijanami. Chodząc, za swoimi pożądliwościami, za swoimi wyobrażeniami chrześcijaństwa, nie za Jezusem.

Dzieje Apostolskie 11, 26 b Znajdziemy tam pewne sformułowanie, określające uczniów ... w Antiochii też nazwano po raz pierwszy uczniów chrześcijanami. Uczniów nazwano chrześcijanami, nie ludzi którzy słyszeli, filozofowali, chodzili i mówili : "znam Pawła, to jest mój kumpel ze szkoły, ja tam słyszałem o tym, widziałem tamtego. Już tyle widziałem gmin judeochrześcijańskich, tyle nauczań słyszałem". Chrześcijanami nie nazwano tych którzy słuchali nauczań, chrześcijanami, nazwano uczniów, a wiecie czemu ich nazwano chrześcijanami? Nie tak jak nam się to kojarzy dzisiaj, od słowa chrzest, ale od słowa Chrystus. A jeżeli tak, to naśladujący Jego we wszystkim. zaprzedani, należący do Niego, koniec kropka. W tamtych czasach to było tak jasne, jak słońce, że jeżeli należysz do kogoś, to robisz wszystko cokolwiek ci powie, bezapelacyjnie, bezdyskusyjnie, bez wątpliwości. Jakie wątpliwości mógł mieć sługa, kiedy pan mówił mu, że ma stać na jednej nodze przez dwie godziny. Mógł mieć wątpliwości czy za nieposłuszeństwo dostanie trzydzieści batów czy dwadzieścia. To zależało od łaskawości pana do którego należał.

A.W. Tozer powiedział coś takiego:
Słów o odrzuceniu świata i staniu się uczniem Chrystusa, Bóg nie podał nam do przemyślenia, lecz chce abyśmy im byli posłuszni, nie mamy prawa nazywać siebie chrześcijanami dopóki nie będziemy ich wypełniać. Chrześcijanie szukają dzisiaj czasu, kiedy zacząć służyć Bogu. Tak bez zahamowań. Kiedy słuchać słowa Bożego tak bez wątpliwości, kiedy uznać, że jeżeli słowo Boże mówi, że powinienem coś robić to powinienem zacząć to robić. Jezus powiedział, że możemy mieć obfite życie ale obfite życie, będziemy mieli tylko wtedy, kiedy stracimy nasze życie. Albo pójdziemy za Jezusem, albo pójdziemy za światem nie ma innej drogi. Czy mogę powiedzieć potrzebuję czasu żeby przestać kraść, potrzebuję czasu żeby nie kłamać, potrzebuję czasu żeby zaprzeć się samego siebie, potrzebuję czasu żeby umrzeć. Ile czasu potrzebuję na decyzję czy chcę iść za Jezusem czy nie. Czy aż wypełnię swoje wszystkie pożądliwości i znudzi mnie życie na sposób świata. Jestem pełen współczucia i zrozumienia dla ludzi, którzy chcą się uwolnić, mają dążenie ku Bogu, ale są zniewoleni i mają problemy. Nie mam jednak zrozumienia i współczucia dla kogoś kto swoje lenistwo usprawiedliwia procesami, słabościami, itd., a tak naprawdę wie, że nie chce mu się nic robić, albo ktoś jego przekonał że nie musi tego robić.

Rzymian 12, słowo o życiu obfitym i o służbie. Wzywam was tedy, bracia przez miłosierdzie Boże..., zastanawia mnie głębia tych słów, kiedy czytam że Paweł, pisze do tych ludzi: "Wzywam was tedy, bracia przez MIŁOSIERDZIE BOŻE." Paweł wzywa miłosierdzia Bożego nad chrześcijanami mieszkającymi w Rzymie i po co go wzywa?, ... abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, gdyż taka winna być duchowa służba wasza. Jesteście winni, pełnić taką służbę. Winni, nie jest to sprawa do przemyślenia, to jest dług, to jest kredyt. Niestety często bardziej staramy się spłacić kredyt w banku a powinność wobec Boga odkładamy na później. O zaległości bankowe upomni się komornik. O niską temperaturę twojego życia z Bogiem upomni się diabeł.

Bóg powiedział, że da Ci wszelką mądrość potrzebną do życia w pobożności ale kiedy ją otrzymasz? Wtedy kiedy powiesz: Panie ja składam swoje życie na ofiarę dla Ciebie. Nie jest istotne, czy stracę prestiż społeczny, nie jest istotne czy stracę przyjaciół, Ty jesteś istotny.

Czy to się tobie podoba?. Czy możesz w każdej chwili powiedzieć: Panie, pójdę za Tobą dokądkolwiek mnie poślesz, zostawię wszystko co mam i pójdę za Tobą tam gdzie powiesz. Zostawię mój prestiż, zostawię moją pracę, zostawię miejsce, w którym jest mi wygodnie, zostawię to wszystko cokolwiek zrobiłem do tej pory, gdy powiesz mi, że odwołujesz mnie z tego miejsca i wysyłasz mnie do innego. To jest trudne, to wymaga uczniostwa, to wymaga charakteru. Bóg wysyłał Pawła Apostoła do coraz to nowych kościołów, posyłał go, posyłał go, posyłał go, a on szedł, szedł i szedł, bo apostolos to znaczy wysłany. Mieszkał u kogoś trzy lata, pracował, ewangelizował, uczył, ze łzami w oczach napominał, karcił, gromił. Nieraz całymi nocami. Wychowywał na własnych rękach, a po jakimś czasie Bóg posyłał go dalej a on wiedział, że wychodzi stamtąd i już ich więcej nie zobaczy. Dlatego tylko, że Bóg go wysyła gdzie indziej. Często ze łzami w oczach żegnał się z ludźmi, z którymi nawiązał serdeczne relacje wiedząc że już nigdy nie siądą razem do kolacji. Stracił cały prestiż uczonego, który jak na tamte czasy skończył "super uczelnię".
Mówili: "Szaweł - ty jesteś meszuge, wielka twoja uczoność przywiodła cię do szaleństwa". A on mówił: "To nic, posłuchajcie co wam chcę powiedzieć". On nie polemizował w ogóle z tym zdaniem, to jego nie dotknęło. Czy mają jego za szaleńca, czy za nawiedzonego , czy stracił swój autorytet, czy też nie. Jeżeli namiestnik mówi o kimś, że jest wielkim uczonym, to on musiał o tym słyszeć, Paweł był autorytetem w kręgach żydowskich uczonych w piśmie. Wcale nie poczuł się urażony ich zarzutami.
Stwierdził, że jego słowa są prawdziwe i przemyślane. Nie użył swojego autorytetu, nie starał się bronić swojego stanowiska, powiedział: "To jest prawda, ja w to wierzę, to jest przemyślane". Człowiek, którego nie boli utrata własnego ja, który potrafi być wierny i stracić wszystko, żeby zyskać.

Jako uczeń Jezusa jestem zobligowany do lojalności wobec jego Słowa. Jestem jednoznaczny, jestem jak światło postawione gdzieś na górze i nie wstydzę się tego światła, nie ukrywam go. Nie chcę powiedzieć, że mamy być agresywni wobec ludzi i podpalać im rzęsy albo włosy, żeby widzieli, że my mamy światło. Jako chrześcijanie mamy być pełni zrozumienia, ciepła, taktu i kultury, ale mamy być też czytelni. To jest przywilej, to jest łaska, to jest wartość, że ja mogę w tym uczestniczyć. W Kościele mamy dużą łatwość, żeby wejść na jakieś nabożeństwo i korzystać z błogosławieństwa duchowego, ale nie zawsze tak było. I wtedy, kiedy tak nie było, chrześcijaństwo cechowało się jakością. To, że ktoś mógł wejść na spotkanie modlitewne i modlić się tam i korzystać z posługi na tym spotkaniu i mógł uczestniczyć w tym błogosławieństwie, które tam jest, było dla niego wartością samo w sobie. Osoba taka miała świadomość, że może zostać pozbawiona tego przywileju, jeżeli jej życie nie będzie pokrywało się z tym co głosi Biblia. (W kościele pierwotnym osoba wykluczona ze społeczności z powodu grzechu, po odbyciu pokuty zanim została na powrót przyjęta, musiała przejść półroczny okres próby bez względu na to jak długo wcześniej była członkiem tej społeczności) Ludzie mieli świadomość, że mogą zostać usunięci, jeżeli nie współuczestniczą w ciężarach służby.

Nie wspominam o odszczepieńcach, z takimi nawet nie rozmawiano. "Mówiono sorry bracie, nawróć się, pokutuj, będziemy rozmawiać. Dopóki nie będziesz przyjęty na powrót do Kościoła, nawet nie chcę z tobą rozmawiać". Wyobrażacie sobie dzisiaj coś takiego? Ale to działa. Są ludzie którzy w ten sposób żyją. I mają przebudzenie i mają konkrety i solidność chrześcijańską, mają prawość. A potrafią po drugim, czy trzecim upomnieniu powiedzieć: Proszę tej osoby nie uważać więcej za członka naszej społeczności. Bóg powiedział kiedyś, że zabije, a nie będzie żałował Oczywiście ten antropomorfizm uczuć Boga jest tylko na nasz użytek, żebyśmy potrafili lepiej zrozumieć to co Bóg z nami robi, ponieważ Bóg nie jest podatny na takie uczucia jakie my mamy, natomiast ma uczucia wobec nas i my te uczucia czasem zawodzimy. Powiedział: Rozszarpię , a nie będzie, kto by ratował, ten kochający, wspaniały, cudowny Bóg to powiedział, ten który jest Miłością powiedział : Spełnij Najwyższemu śluby, wtedy wzywaj mnie w dniu utrapienia, Ja cię uwolnię, a ty Mnie uwielbisz, ale parę wersetów niżej w psalmie 50, mówi "...rozerwę, a nie będzie ratunku..."

Czy Bóg mówi do kogoś kto o nim nie słyszał?, czy Bóg mówi o tym do ludzi którzy Go nie znają?, czy chrześcijan to nie dotyczy?. Jakim prawem ktoś może od nas czegoś wymagać, przecież w Kościele niczego wymagać nie należy. Parkujesz swój samochód w niedzielę przed Kościołem i możesz zostawić w bagażniku rozum bo nie będzie ci potrzebny, bo czegoż się dowiesz, co ci ktoś może nowego powiedzieć. Żyjemy w takim wieku gdzie ludzie już wszystko wiedzą już wszystko słyszeli i są przekonani, że nie możesz im nic nowego powiedzieć. Nie możesz niczego wymagać, gdyż naruszasz chrześcijańską wolność. Czy poniesiesz tą cenę ? To są proste rzeczy, na które stać każdego, podstawy wiary. Ale wielu myśli: "Może ja poczekam, może nie teraz, a może, a może, a może...." A wiecie kto stoi za tym "może". Diabeł, który chce zniweczyć pracę Pańską. Bo czy Bóg dał nam słowo po to, żebyśmy z Nim dyskutowali, żebyśmy sobie to przemyśleli? Czy dał nam Swoje Słowo, żebyśmy je stosowali. Mamy prawidłowy wzorzec i on jest w nas zakodowany, Duch Święty, kiedy przychodzi daje prawidłowy wzorzec życia i myślenia. Przez udawanie, że jakiejś dziedziny twojego życia nie ma, przez bunt w jakiejś dziedzinie, rozwijają się inne a ta jest zablokowana. Tak właśnie powstaje niedorozwój. I dziwisz się, że masz problemy, że coś się nie układa, dziwisz się temu, przecież powinieneś mieć zwycięskie chrześcijańskie życie. Ale chwała Bogu, te niedorozwoje są do wyleczenia.

Leczy się je przez systematyczne ćwiczenie, długotrwałe i żmudne. Bóg jest Bogiem cudów i wtedy, kiedy my nie możemy czegoś zrobić, wtedy Bóg zaingeruje, ale jeżeli my przez nasze lenistwo nie robimy czegoś co możemy zrobić, to jakiej ingerencji Bożej się spodziewamy? Przecież Jezus nie zrobił nic czego uczniowie nie mogliby zrobić. Nie wyciągnął za nich sieci, nie odwalił za nich kamienia przy grobie Łazarza. On zrobił to czego uczniowie nie mogli zrobić. Kiedy masz prawo dopominać się o Bożą interwencję ? Wtedy kiedy robisz wszystko to co Bóg ci powiedział, że masz zrobić, wtedy jest miejsce na ponadnaturalne działanie Boże.
Nieszczęściem Kościołów charyzmatycznych jest to, że często zapominają o tym że trzeba wypełniać to co Bóg powiedział i dopiero wtedy spodziewać się Jego ponadnaturalnej interwencji. Bóg nie przyjdzie, aby zrobić coś za ciebie, po to, abyś ty mógł mieć przyjemne życie. I wracamy do początku: Czy chcesz mieć życie przyjemne, czy chcesz mieć życie obfite?. Jeżeli chcesz mieć życie obfite, Bóg tego dokona, współpracuj z łaską, współpracuj z Bożym miłosierdziem, a Bóg wypełni cię i będziesz obfitował. A jeżeli chcesz mieć życie przyjemne, to pójdziesz za tym co jest łatwe. Nie ma innej drogi, oprócz drogi wierności. Tylko wtedy mamy obfite życie i wtedy mamy też przyjemne życie, gdy znajdujemy przyjemność w pełnieniu Bożej woli, Jego jarzmo jest słodkie i lekkie. Mam w tym przyjemność, Bóg zmienia moje serce i ja znajduję przyjemność w wypełnianiu Jego woli. Ponieważ robię to dlatego, że Jego kocham i wiem, że On mnie kocha, oraz że to co ze mną robi nie jest wymysłem złośliwego starca w niebie, który chce żebym żył życiem ascety, tylko jest pomysłem na życie Ojca który mnie kocha, który wydał swojego Syna za mnie i który jest zainteresowany tym żebym był najszczęśliwszym człowiekiem na tym świecie. Ale wzorce szczęścia tego świata są wzorcami fałszywymi .Jestem daleki od stwierdzenia, że kiedy jesteś chrześcijaninem to Bóg wyciął z twojego życia przyjemność, gdyż to byłaby bzdura, chyba największa jaką słyszałem, Bóg ma mnóstwo przyjemności dla ciebie, On chce, żebyś korzystał z przyjemności, które stworzył. Oglądaj zabytki, chodź do kina, słuchaj muzyki, idź w góry. Dlatego dał ci oczy, dał ci uszy dał ci smak, dlatego dał ci możliwość abstrakcyjnego myślenia. Ale czy moją motywacją w tym wszystkim jest to, że idę za Jezusem, że Go kocham i czy jestem Mu w tym wszystkim posłuszny? Mamy wybór. Albo weźmiemy swój krzyż, albo go odłożymy. W każdej chwili mamy możliwość to zrobić. Odłożyć krzyż i powiedzieć: Tego już nie wytrzymam, teraz przesadziłeś. Czasem usprawiedliwiając się własną słabością poddajemy się Ale czy nie lepiej porzucić grzech zamiast ciągle usprawiedliwiać się słabością. Ubierzmy całą zbroję Bożą, aby iść za Panem zwyciężać grzech i odebrać Jego nagrodę, mając pełnię szczęścia i przyjemności płynącą z Jego żywej obecności w naszym życiu.

Celem moich artykułów nie jest polemizowanie z jakąkolwiek doktryną czy przekonaniem. Pragnę tylko w sposób otwarty dzielić się tym, czym Bóg porusza moje serce


Źródło: www.njeruzalem.cstnet.pl. Tekst zamieszczony za zgodą autora.

© Protestanci.org