www.protestanci.org
rozmiar: 8553 bajtów
 o nas
 historia serwisu
 współpracuj z nami
dodaj do ulubionych
ustaw jako startową
najważniejsze przesłanie
buziaczek!
serwis teologiczny
  .:strona główna
  .:kontakt

 .:serwisy

  .:audio
  .:czytelnia
  .:naZawsze.org
  .:teologia
  .:pastor
  .:katalog stron
  .:kurs biblijny
  .:forum rodziny
  .:forum dyskusyjne

 .:protestanci.org

  .:o nas
  .:historia serwisu
  .:współpraca



.:Andrzej Migda: "Ufność."

Materiał ten jest zapisem słownym kazania wygłoszonego podczas nabożeństwa Społeczności Chrześcijańskiej Nowe Jeruzalem w Nowym Sączu.

Często zapominamy, że w naszym chrześcijańskim życiu musimy przechodzić prze Boże testy. Podlegamy Bożym próbom jak również Bożemu karaniu. Nie należy mylić tych dwóch rzeczy. W próbie potrzebujemy wytrwałości, natomiast jeżeli doświadczamy karania, potrzebujemy ukorzyć się przed Bogiem. Jest taka tendencja, zwłaszcza wśród ludzi długo chodzących z Bogiem i charyzmatycznych, że jakby zapomina się o karaniu. Bóg nie ma mnie już za co karać myślimy , nie ma mnie już za co napominać, karcić. Czyżbyśmy przestali być Jego dziećmi? Jeżeli uważam się za syna to muszę podlegać karaniu. Jeżeli nie podlegam karaniu, jestem dzieckiem z nieprawego łoża i nie mam prawa do dziedzictwa. Jeżeli chcę mieć prawo do dziedzictwa, musze włożyć głowę w Jego jarzmo i muszę dać Bogu prawo do karcenia i napominania mnie. Często w wyniku naszego grzechu przechodzimy trudne chwile, ale to nie jest próba. Jest to tylko konsekwencja mojego nieposłuszeństwa. Patrząc z zewnątrz, takie okoliczności często wyglądają jak próba, coś sypie się w naszym życiu a my próbujemy się temu sprzeciwić i prowadzimy walkę duchową. Musimy pamiętać o jednej rzeczy - w takim wypadku próbujemy walczyć z Bożym sądem. Jeżeli Bóg chce nas ukarać, najlepsze co możemy zrobić to poddać się temu w pokorze cytując werset 23 i 24 z psalmu 139 "Badaj mnie Boże i poznaj serce moje i doświadcz mnie i poznaj myśli moje i zobacz czy nie kroczę drogą zagłady, a prowadź mnie drogą odwieczną".

Badaj mnie, testuj mnie, doświadcz mnie i zobacz, czy nie idę drogą zagłady, jeżeli idę drogą zagłady to nawróć mnie.

List do Hebrajczyków 12, 5-8 mówi:
"Bo gdzie jest syn, którego by ojciec nie karał, a jeśli jesteście bez karania, które jest udziałem wszystkich, tedy jesteście dziećmi nieprawymi, a nie synami."

Czyli, to karanie musi być udziałem nas wszystkich. Bóg oczekuje, że będziemy chodzić w ufności podczas doświadczeń i podczas karania. Nie w wierze, ale w ufności. Napisane jest, że żadne karanie nie wydaje nam się przyjemne na początku, wydaje nam się, że Bóg o nas zapomniał lub też, że dzieje się nam krzywda. Musimy pamiętać, że Bóg robi to wszystko dla naszego dobra. Żadne karanie nie wydaje się człowiekowi dobre, ale później przynosi błogosławiony owoc, czyli w efekcie okazuje się dla nas pożyteczne. Kiedy pozwalamy sobie na myślenie, że to jest nie fair , wtedy na scenę wchodzi diabeł i robi z nami dokładnie to co udało mu się zrobić w ogrodzie Eden. Przyszedł do Ewy i szepnął:"Czy rzeczywiście, Bóg powiedział, że nie możesz tego zrobić?". Poddał w wątpliwość to co Bóg postanowił.

-"Czy rzeczywiście tak jest, że nie ze wszystkich drzew ogrodu wolno wam jeść? Dlaczego Bóg tak zrobił? Chyba jest samolubny. Daje wam tylko część, a resztę zostawia sobie, postępuje z wami instrumentalnie , gra z wami nie fair, On korzysta z drzewa poznania dobra i zła, a wam nie pozwala z niego korzystać. I właściwie to co ma prawdziwą wartość zostawił dla siebie."

Czy ludzie w kościele nie myślą często w taki sposób? Dlaczego mam być poddany Bogu, przecież mogę się zbuntować. Pierwszą rzeczą jaką diabeł podpowiada człowiekowi to bunt. Dlaczego masz się chrzcić, dlaczego masz płacić dziesięcinę, dlaczego masz być częścią lokalnej społeczności, dlaczego nie możesz być wolnym elektronem, ludem pielgrzymującym na ziemi od Kościoła do Kościoła, od pastora do pastora, od nauczania do nauczania, a jeżeli ktoś zacznie od ciebie czegoś wymagać to uciekaj w wymówki .
Diabeł mówi:"Zbuntuj się, nie musisz nieść tego ciężaru, nie musisz być poddany, nie musisz słuchać nikogo ani uznawać żadnych autorytetów."Często zadajemy sobie pytanie: "Jak bardzo mogę nagiąć Boga i jego słowo?" Wątpimy w Bożą dobroć, bo tak naprawdę diabeł do tego doprowadził Adama i Ewę, że oni zwątpili w Bożą dobroć. Wątpiąc przechodzimy przez trzy fazy. Od nieufności poprzez niewiarę do nieposłuszeństwa. To jest diabelska taktyka, której on nie zmieni, dlatego musimy chodzić w ufności.
Jaka jest różnica pomiędzy wiarą , a zaufaniem? Zaczynamy od wiary, zaczynamy od powierzenia czegoś, wiara- powierzenie, wykonanie pierwszego kroku. Często ludzie mówią: "Chodzimy w wierze"ale czy to ma znaczyć, że cały czas to powierzasz, cały czas tym się zajmujesz, żeby powierzać Bogu jakąś dziedzinę swojego życia? Czy też powierzyłeś ją raz i chodzisz w zaufaniu, że wszystko co dotyczy tego w twoim życiu Bóg uczyni dobrze. Mam ufność.

Piąty werset psalmu 37 mówi:
"Powierz Panu drogę swoją, zaufaj Mu, a On wszystko dobrze uczyni."

Powierzenie to jest pojedynczy akt wiary, ale dlaczego tam jest napisane, "Powierz Panu i zaufaj...?"

Powierzenie jest pojedynczym aktem wiary, a zaufanie jest kontynuacją tego powierzenia, nie powierzasz nie oddajesz tego cały czas. Kiedyś była taka moda, że na wszystkich konferencjach chrześcijańskich pytano: kto chce przyjąć Jezusa jako swojego Pana, i o dziwo wychodziło czasem ok40% uczestników na co dzień aktywnie pracujących w swoich kościołach. Ile razy możesz powierzyć Bogu swoje życie? Jestem oczywiście świadom, że wszyscy jesteśmy grzeszni i codziennie musimy decydować o wzięciu swojego krzyża, bardzo często muszę pokutować z powodu grzechu w moim życiu, ale mam również pewność, że moje życie należy do Boga i że on współczuje w moich słabościach. Dopóki się Jego nie wyrzeknę dopóty On zachowa swoje pełne zrozumienia nastawienie do mojego życia i służby. Tak jak przyjęliście Jezusa, tak w Nim chodźcie. To jest właśnie powierzenie i później ufność Chodzenie w ufności jest dużo trudniejsze niż chodzenie w "wierze", która się kojarzy z proklamacją z walką duchową, z powierzaniem, zawierzaniem, oddawaniem, odbieraniem i różnymi innymi akcjami. Słowo Boże mówi: "W ciszy i w zaufaniu będzie wasza moc." Nie w różnych akcjach; im głośniejszych tym bardziej duchowych, ale tylko w ciszy i w zaufaniu. Nie mówię tu o uwielbieniu w trakcie którego Bóg pragnie między innymi naszej żywiołowej ekspresji.

"W ciszy i w zaufaniu."
To zaufanie to jest coś głębszego, to nie jest wiara płynąca z obdarowania, to nie jest wiara płynąca z posłania cię do jakiejś cudownej rzeczy. Ufność jest kontynuacją twojej wiary, która rodzi się z charakteru. Tam nie ma już miejsca na ciągłą walkę o powierzanie, w ufności jest czas na chodzenie w pokoju. Wiara kojarzy się często i słusznie z walką duchową, musimy stanąć w wierze, musimy wziąć tarcze wiary i aktywnie jej używać. Ale chodzenie w ufności to już całkiem inny poziom walki. To niezachwiana świadomość autorytetu jaki mamy w Jezusie, Jego Słowa, Jego żywej obecności w naszym życiu. Wiara w to, że czy żyję, czy umieram należę do Pana. To wypracowany przez mnóstwo Bożego karcenia i doświadczeń charakter. Człowiek chodzący w takiej głębokiej ufności, kiedy zaczyna się modlić, staje się błogosławieństwem dla społeczności świętych i postrachem dla diabła.

Dlaczego zanosimy swoje oszczędności do któregoś z banków? Wierzymy, że dają tam dobre warunki dla naszej lokaty. Nie jesteście wcale o tym przekonani ani pewni, ponieważ nie czytaliście całej umowy, tego co było napisane drobnym druczkiem i wszystkich załączników i aneksów. Ale zanosimy tam pieniądze, otwieramy konto, czasem się to bardziej opłaca, czasem mniej, ale wierzymy że dobrze robimy. To jest akt powierzenia, zanosimy te pieniądze, wierząc że dobrze robimy, wpłacamy je, i spokojnie je tam pozostawiamy.
To właśnie akt wiary, ponieważ gdybyś nie wierzył, czuł się okłamywany to nie zaniósł byś tam swoich pieniędzy. Kiedy wracamy z banku do domu, to już nie idziemy w wierze, bo akt powierzenia już się dokonał, ale idziemy w zaufaniu, że nasze pieniądze tam leżą bezpiecznie i nic na tym nie stracimy. I śpimy spokojnie, wiedząc że ten bank ma bardzo długie tradycje.
Chodzimy w zaufaniu. Już tych pieniędzy nie powierzamy, nie dzwonimy do banku co parę godzin i nie pytamy o nie. Dużo łatwiej jest nam chodzić w zaufaniu do banku, niż w zaufaniu do Boga.

Wielu ludzi podejmuje "pierwszy krok"i idą w wierze, ale potem nie potrafią zaufać, w ich życiu cały czas panuje niepokój, diabeł w jego efekcie wykrada to wszystko co oni do tej pory otrzymali od Pana. Uczynili pierwszy krok, ale pierwszy krok bez następujących po nim następnych nie zaprowadzi nas nigdzie.

Ufność jest stanem który, jeżeli macie własne dzieci lepiej zrozumiecie. Opisuje to werset: "zaiste nie patrzę na rzeczy zbyt wzniosłe dla mnie, uspokoiłem swoją duszę jak dziecię odstawione od piersi swojej matki". Kiedy odstawia się takiego noworodka od piersi, on zasypia z wyrazem błogostanu na swojej buźce. Jest wtedy najbardziej ufnym stworzeniem na tym łez padole. Jest błogie, spokojne, przebywa w odpocznieniu i ma zaufanie do swoich rodziców. Bóg do takiej dziecięcej ufności chce nas doprowadzić.
Głównym celem doskonałości, o której mówi Jakub w swoim liście, jest stan kiedy będziemy chodzili w takiej ufności i w takiej intymnej relacji z Bogiem.
Wtedy już nie potrzeba takich aktów "strzelistych", kojarzących się z wyznawaniem naszej wiary, itd., często wyznajemy wiarę powodowani strachem. Zaczynamy się bronić, diabeł nas nastraszył, a my wtedy wyznajemy, że jesteśmy zbawieni , obmyci krwią Jezusa itd. Diabeł tylko odchrząknął, jeszcze nie zaatakował, a już widzi, że biedny chrześcijanin, wyciąga całą artylerię, zbroi się . Czemu?, bo się boi, A kto się boi "nie wydoskonalił"się w miłości. Diabeł rozpoznał jakość tej wiary. Żadna proklamacja bez zaufania temu słowu nic ci nie da, a diabeł nie boi się przeczytanego słowa. Kiedy przechodzisz próbę Bóg testuje twoje zaufanie i zachęca cię w swoim słowie żebyś poczytywał to sobie za najwyższą radość, ponieważ chce cię doprowadzić do doskonałości. Opisuje to dokładnie 1 rozdział listu Jakuba. Bywa, że przechodzimy próby w czasie których nie pomaga już, cytowanie Słowa Bożego , nie pomaga właściwa teologia, żadne wyznawanie, proklamacje i inne duchowe praktyki, jeśli nie są oparte na twoim spokoju i ufności, a jest to taka próba, że spokój i ufność są dla ciebie wyrażeniem tak abstrakcyjnym, jak "życie na Marsie". W czasie takiej próby diabeł podważa wszystko co było fundamentalne w twoim życiu, co było niewzruszone i nawet by ci do głowy nie przyszło, że ktoś mógłby to obalić.
Hiob powiedział:"Choćby mnie zabił Wszechmocny, ufam." Hiob był człowiekiem, którym Bóg się chlubił z powodu jego postępowania Sytuacja, która spotkała Hioba przerosła wszystko co mógł wiedzieć o Bogu, to czego się nauczył w co wierzył, ale nie złamała jego zaufania. Dotykały go zdarzenia, których nie rozumiał, nie miał możliwości chłodnej analizy sytuacji. Przez 42 rozdziały możemy czytać o szkole zaufania będącej wyróżnieniem za jego nienaganne życie. Choćby mnie zabił Wszechmocny, ufam. Nie rozumiem tego co się dzieje, nie wiem co robisz ze mną, nie wiem dlaczego mnie to spotyka. Ufność pozwoliła Hiobowi wznieść oczy ponad otaczającą go rzeczywistość. W nagrodę doświadczył teofanii w trakcie której zrozumiał, że do tej pory wiedział o Bogu jakby ze słyszenia. Położył swoją rękę na ustach w geście który mówił do Boga: poddaje się całkowicie twojej woli, ufam że wszystko co ze mną robisz jest dla mnie dobre, nie mam więcej pytań.

Abraham kiedy szedł zarżnąć na ofiarę Izaaka, a naprawdę był zdecydowany to zrobić, ufał Bogu mając z Nim intymną relację. On nawet nie miał na czym swojej wiary oprzeć. Nie miał Biblii, nie miał swojej księgi, wiedział o Bogu tylko to co On mu objawił, nie był jeszcze Patriarchą, nie był Ojcem wiary. To była intymna relacja Kiedy tak szli Izaak go zapytał:"tato, mamy drzewo mamy nóż ale nie mamy baranka". Co w takiej sytuacji może odpowiedzieć ojciec swojemu ukochanemu synkowi, on nawet nie mógł się oprzeć na żadnym wersecie. Ufał tylko"Mój Bóg mnie z tego wyciągnie, On upatrzy sobie jagnię." Kiedyś nie potrafiłem wytłumaczyć się dokładnie ze swojej wiary. Czasem jako młody chrześcijanin słyszałem różne dziwne doktryny rzekomo oparte na Biblii. Dziś łatwo potrafiłbym je obalić i dowieść ich bezsensu ale wtedy miałem na nie odpowiedź płynącą z mojego przepełnionego dziecinną ufnością serca :
"Mój Bóg, Bóg któremu ja ufam, nie zrobiłby mi tego."
Miałem objawienie mojego niebieskiego Ojca, którego mój rozum nie przyswajał, ale serce wiedziało, że Bóg tak nie robi. Z czasem, przychodziło poznanie, przychodziła związana z poznaniem wiara , przeświadczenie o tym jaką naukę odebrałem i faktycznie okazywało się, że mój Bóg by czegoś takiego nie zrobił. To było fałszywe, diabeł chciał mnie zwieść. Ale jeszcze wtedy nie mogłem z nim dyskutować i teraz też nie pokusiłbym się o taka dyskusję. Bóg zawsze nam przypomina, że On nigdy się nie zmienia, nie musimy się bać. Bóg chce aby pociski naszej wiary, były skierowane dokładnie w cel. Bóg chce nas uczyć strategii w walce duchowej, w ufności możemy trwać całą rundę, pozornie przegrywając, czekając aż się diabeł odsłoni. W tedy zadajemy mu jeden cios, który kończy walkę.
Oczywiście - czasem, jeżeli sprawa tego wymaga jesteśmy zmuszeni do prowadzenia długich walk i sesji modlitewnych. Ale bywa też, że diabeł chce nas zatrzymać w naszej pracy przez zajęcie nas prowadzeniem niepotrzebnych wojen. Najczęściej w takie walki diabeł, angażuje niedoświadczonych wstawienników, przez miesiące szturmują okręgi niebieskie w sprawach, które można załatwić jednym stwierdzeniem. Albo angażuje ich w walkę duchową na końcu której okazuje się że próbowali walczyć przeciwko Bogu. Kiedy Adam i Ewa ulegli pokusie, ich czyny przemawiały bardziej niż ich wiara. Oni wierzyli w Boga, wierzyli ,że powiedział im to co powiedział , a co robili? Jak dużo jest podobnego działania w Kościele. Mówimy, że w coś wierzymy, a robimy cos zupełnie innego.

Np:
Czy wierzysz, że Słowo Boże zapisane w 4 rozdziale listu Jakuba, mówiące o tym, że gdy chorujesz, gdy grzech ci doskwiera, powinieneś przywołać starszych Kościoła aby cię namaścili olejem i aby modlili się za ciebie, a będą ci odpuszczone grzechy i zostaniesz uzdrowiony.
Kto w to wierzy?
Ilu z was wezwało w takiej sytuacji starszych Kościoła, żeby się modlili i namaścili was, bo chcecie wyzdrowieć? A przecież to słowo stanowi najprostszą Bożą receptę na wykupienie której każdy z nas ma środki.
My jesteśmy czasem troszkę schizofreniczni w naszej wierze, to trzeba dostrzec. Mówimy, że w coś wierzymy, że coś jest dobre, ale tego nie robimy w życiu. Wiemy, że wieczerza Pańska jest dobra, że Krew Jezusa jest nam potrzebna i daje nam moc, ale kto ostatnio praktykował ją w swoim domu, a przecież chrześcijanie byli znani z tego, że łamali chleb po domach. Można to zrobić przy kolacji, śniadaniu, obiedzie. Takich przykładów jest mnóstwo.
Ewangelia wg św. Mateusza 27:46 mówi, że gdy Jezus umierał na krzyżu, drwiono z Niego, opluwano. Przejmuje mnie do głębi myśl o nagim Jezusie na krzyżu. Obraz Jezusa na krzyżu jaki zadomowił się w naszym myśleniu jest wynikiem skromności, ludzi którzy przez wieki tworzyli sztukę sakralną. Jezus na krzyżu zawsze ma na sobie taką przepaskę biodrową, którą nie wiem kto mu zawiesił? Nie chcę się spierać, być może mogła na nim pozostać jakaś potargana materia, bo to nie jest tak istotne, ale na pewno to nie był komfortowy strój, w którym mógł ukryć swoją nagość. Wisiał tak podniesiony jakieś trzy metry nad ziemię i każdy kto przechodził, oglądał Go sobie ze wszystkich stron, a na pewno byli różni żartownisie. Drwiono z Niego na każdej płaszczyźnie, Jego duszy i Jego ciała. A wiemy, że nie miał postawy ani urody, żeby się nam podobać. Nie był typem "Arnolda", wiszącego na krzyżu, któremu mięśnie drgają, a wszyscy przechodzący mogą podziwiać muskulaturę ukrzyżowanego herosa. Jezus zawołał (Mat.27,46) "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" Ani na chwilę nie stracił zaufania do swojego Ojca, ponieważ jeżeli by stracił zaufanie to zszedłby z krzyża i wstąpił natychmiast do nieba, na pilną konferencję z Ojcem. Grzech oddzielił go od doskonałej społeczności ze Swoim Ojcem, niektórzy mówią, że serce mu pękło z tego powodu. Faktycznie po tym stwierdzeniu Jezus umarł, ale nigdy nie stracił ufności, chociaż się pocił, chociaż się bał. On wiedział, że plan Jego Ojca jest perfekcyjnie dobry.

Hiob 19. 25-27
"Lecz ja wiem, że Odkupiciel mój żyje i, że jako ostatni nad prochem stanie. Że potem, chociaż moja skóra jest tak poszarpana, uwolniony od swego ciała będę oglądał Boga. Tak ja sam ujrzę Jego i moje oczy zobaczą Jego, nie kto inny. Moje nerki znikają we mnie za tym tęskniąc." Hiob potrafił podnieść swoje oczy i powiedzieć takie słowa Słowa które dziś zwalają mnie z nóg. Dwa razy w moim życiu stałem bezsilnie nad umierającym ojcem i nad umierającym bratem, wołając do Boga, żeby dał mi wiarę abym mógł ich uzdrowić i nie otrzymałem jej. Musiałem zgodzić się z Bożą wolą, Pan chciał aby oni odeszli. Jeżeli myślicie, że pokiwałem Bogu głową i powiedziałem "zgadzam się", to nie jesteście realistami. Traciłem kogoś kogo kocham.
Hiob tracił wszystko co kochał, wszystko w czym pokładał wiarę, wszystko w czym pokładał nadzieję. I w tym momencie mówi te słowa. Nie istnieje nic poza moją relacją z Bogiem, którego nie rozumiem, nie wiem dlaczego mi to robi, wiem tylko, że jestem sprawiedliwy i tej sprawiedliwości będę bronił aż do śmierci.

Bóg nie pozwala nigdy, żebyśmy byli doświadczani ponad miarę. Ale doświadcza nas gdyż chce jakości naszego życia, chce intymnej relacji. On nie chce, żebyśmy szli za jakimiś wyuczonymi sloganami. Dlatego Bóg mówi:
"Błogosławiony mąż, który wytrwa w próbie, bo gdy wytrzyma w próbie weźmie wieniec żywota obiecany przez Boga tym którzy Go miłują."

Musimy pamiętać, że diabeł nie boi się sloganów, nie boi się cytowanej Biblii, nie boi się proklamowanego bez zaufania słowa. Bóg prowadzi nas do takiego miejsca, gdzie chce wypracować w nas tą ufność. Kiedy spotyka nas karanie, kiedy spotykają nas próby, Bóg obserwuje naszą reakcję. Jeżeli reagujemy w zaufaniu i pokorze wtedy wie, że przejdziemy przez tą próbę. Bóg chce prowadzić nas do ufności, aby nasze proklamacje były wypowiadane z mocą, kiedy powiemy do umarłego: "Powstań", on wstanie. Gdy Bóg powie:"Pomódl się za tego umarłego i on wstanie", będziemy mieli taką ciepła pełną ufności wiarę, że to będzie tak naturalne jak oddychanie. Będzie to taka dziecięca ufność. Ufność jako reakcja na próby i na karanie. Wtedy nasza reakcja na to co Bóg z nami robi, będzie tą reakcją jakiej On oczekuje. I wtedy Bóg powie:"Tak mój synu, tak moja córko; masz promocję do następnej klasy. Zachowaliście się w taki sposób , jaki od was oczekiwałem, znacie Mnie." Ale to musi bazować na doświadczeniach, gdyż inaczej będą to rzeczy o których słyszeliśmy.

Pamiętacie co Hiob mówił w 42 rozdziale. Czy uważacie, że on nie znał Boga wcześniej?. Gdyby Boga nie znał, to Bóg by się nim nie chwalił, nie powiedziałby, że jest najsprawiedliwszym z ludzi. Kiedy spotykają nas doświadczenia, to my możemy doskonalić nasz charakter, a ta doskonałość jest cnotą, to nie jest coś czym my mamy się chlubić. Ale to nie może być bajka, Diabeł doskonale wie jaki to ma ciężar gatunkowy. Mamy wszelką łaskę, która nam jest potrzebna do życia w pobożności To daje nam potencjał.

To takie koło, wiara, dalej ufność, ona powoduje wzrost wiary, ten wzrost wiary powoduje wzrost zaufania do Boga i tak zataczamy kółka, aż do Bożego Tronu, kiedy umrzemy.

Czy Eliasz stracił wiarę, kiedy siedział pod krzakiem i chciał umrzeć? Czy on nie wierzył w to wszystko co się stało w jego życiu? Czy o nie wierzył, że parę dni wcześniej ściął 400 proroków Baala i ściągnął ogień z nieba? Przecież zrobił to własnoręcznie, pewnie nawet nie zdążył sobie wyprać szat przesiąkniętych dymem z tej ofiary. Siadł pod drzewem i powiedział:
"Panie, ta kobieta mnie przeklęła, ja jestem skończony, ja chcę umrzeć." Mając świadomość swojego namaszczenia, tego co robił, jaką miał wiarę. Człowiek takiej wiary siada pod drzewem i płacze: "Panie, chyba mi brakło Twojej ręki ?."

Całe szczęście, że Bóg wtedy przychodzi i posila nas, bo On nie doświadcza nas ponad miarę. On "nie dołamie nadłamanej trzciny ani nie dogasi tlącego się knota."Takich ludzi będzie prowadził ostrożnie. Kiedy Eliasz był załamany Bóg interweniował, przysłał anioła żeby go posilił. Bóg nie czynił mu wyrzutów: "Eliasz, Eliasz to Ja tyle zainwestowałem w ciebie, a ty teraz mi taki zawód sprawiasz, taki prorok jesteś, księgę dla ciebie przygotowałem w Biblii, a ty takie cyrki wyprawiasz, że Ja musze anioła z plackami wysyłać."

Bóg Eliasza zaopatrzył, gdyż wiedział czego potrzebuje.
Ten kto wytrzyma próbę, weźmie wieniec żywota obiecany przez Boga tym którzy Jego miłują. Bóg chce żebyśmy poznali jaka jest wysokość i głębokość, jaka jest miara pełni Chrystusowej, że Królestwo Boże to jest coś tak wspaniałego i potężnego, że wykracza poza jakieś proste schematy . Bóg chce abyśmy, właśnie wtedy, kiedy On nas "rozciąga", powiedzieli: "Panie godzę się na to, gdyż wiem że nie zrobisz mi krzywdy"

Celem moich artykułów nie jest polemizowanie z jakąkolwiek doktryną czy przekonaniem. Pragnę tylko w sposób otwarty dzielić się tym, czym Bóg porusza moje serce.

Źródło: www.njeruzalem.cstnet.pl. Artykuł zamieszczony za zgodą autora.

© Protestanci.org