|
|
.:Janusz Szarc: "Źródło entuzjazmu."
Często w życiu stajemy przed nowymi wyzwaniami, bez podjęcia których nie sposób myśleć o dalszym rozwoju.
Przed nami, jako Kościołem, stoją ważne cele: ożywienie i rozwinięcie pracy misyjnej z różnorodnymi formami ewangelizacji, wprowadzenie w życie na szeroką skalę idei postu i modlitwy, bardziej dynamiczny, wszechstronny rozwój w dziedzinie muzyki i uwielbienia przy jednoczesnej organizacji nowatorskich projektów muzycznych, wskrzeszenie do życia sprawnie działających służb pomocy, które objęłyby swym zasięgiem cały kościół, założenie fundacji, która pozwoli nam dosięgnąć społeczeństwa i w łatwiejszy sposób realizować założenia naszej wizji, powołanie do życia wydawnictwa i wiele innych.
Jak w każdym przypadku, gdy inicjowane działanie jest ewidentnie Bożą wolą, nie wystarczą dobre chęci.
Nawet najlepsze plany, szczytne cele nie mogą być wykonane, gdy nie odnajdujemy w sobie motywacji, wewnętrznego entuzjazmu, który uzdalnia do działania. Bez tego nawet najbardziej oczywiste sprawy wydają się być niejasne. Najmniejsze przeszkody na naszej drodze wydają się być nie do pokonania, a życie – trudne, nieprzewidywalne i niosące rozczarowania. Łatwo w takiej sytuacji doszukiwać się winy we wszystkim, co zewnętrzne, często kwestionować nawet to, co stanowi fundament chrześcijańskiego życia. Pojawiają się wówczas klasyczne wręcz zarzuty dotyczące braku miłości, gaszenia Ducha Świętego, autorytaryzmu przywództwa, czy też bliżej nieokreślonych “religijnych zachowań”. Z lenistwa, przyzwyczajenia do nicnierobienia, braku subordynacji w życiu zaczynamy zasłaniać swoją bierność rzekomo duchowymi argumentami: a to, że jest się nie rozumianym przez wię- kszość, powołanym do nieokreślonych wyższych celów... że brak w naszych przedsięwzię- ciach właściwej motywacji, że to jest niewłaściwy czas, niewłaściwe miejsce, itd. W ten sposób setki chrześcijan nie potrafią się wyrwać ze swoistego błędnego koła w swoim życiu, dając tym samym świadectwo, że problem leży raczej w nich samych. Klucz do innego życia znajduje się bowiem w ich ręku.
Odpowiedź tkwi w nas samych.
Chrześcijaństwo w praktyce życia opiera się na działaniu od wewnątrz na zewnątrz. W znikomym stopniu zależy-“my od tego, co jest poza nami, a zwłaszcza od wpływu zewnętrznych fenomenów, manifestacji duchowych różnej maści i kalibru, które jeśli nie powodują w nas wewnętrznej zmiany i trwałego procesu wzrostu, to w konsekwencji mogą okazać się szkodliwe.
Nie potrzeba skomplikowanych objawień, by wykonywać Bożą wolę, ale to czego nam ekstremalnie potrzeba, to właśnie owej wewnętrznej Bożej motywacji, pasji dla Boga, entuzjazmu, wypełnienia się Duchem Świętym. Co więcej, tenże entuzjazm jest jak najbardziej naturalny dla każdego żyjącego zgodnie ze Słowem Bożym chrześcijanina. Wszystko, co najlepsze i trwałe w naszym życiu, pochodzi od Boga, a pośrednio wypływa z naszego ducha i nikt nie jest w stanie udzielić nam tego z zewnątrz. Taki entuzjazm - dosłownie bycie pełnym Boga, Ducha Świętego, nie oznacza bycia emocjonalnym, nadpobudliwym człowiekiem. To niewyczerpane źródło sił witalnych, które motywuje do uczestniczenia w realizacji Bożych planów, wykonywania choćby najtrudniejszych i wymagających największego poświęcenia zadań bez żalu i bez oczekiwania na jakąś cudowną zachętę z zewnątrz. Wówczas wszystko staje się prostsze, łatwiejsze, to , co naprawdę ważne zyskuje na znaczeniu, a wcześniejsze wymówkii preteksty kompromitują się nawet w naszych własnych oczach. Nie szuka się już wtedy „nadprzyrodzonych” przyczyn tego, że nic nam się nie chce w życiu. Taki stan rzeczy nie zależy bezpośrednio od tzw. suwerennej Bożej ingerencji w naszą sytuację. Tego rodzaju wewnętrzna siła wypływa głęboko z ludzkiego ducha i jest rezultatem stylu życia , jaki prowadzimy. Taka duchowość stawia nam wszystkim stare, niezmienne od początku istnienia chrześcijaństwa wyzwania. Jeśli nie zechcemy ich podjąć, to nasza bierność skaże nas na powtarzanie aż nadto dobrze nam znanych negatywnych scenariuszy życiowych.
Wszystko ma swój początek w Słowie Bożym - ekspresji Bożej woli. Poznanie prawdy zapisanego Bożego Słowa, a raczej wykonywanie tego Słowa w życiu to najprostszy sposób na uporządkowanie swoich spraw, wydobycie się z chaosu i zamieszania tak, by Duch Święty miał na co „zstąpić”. To również najskuteczniejsza metoda nauki rozpoznawania Bożej woli.
Z kolei modlitwa i post praktykowane w oparciu o Boże Słowo i zgodnie z Nim, czynią Bożą moc dostępną i stwarzają duchową rzeczywistość, z której możemy później czerpać.
Na koniec – osobista ofiarność: dawanie, poświęcanie naszego czasu, sił i środków na Boże dzieło jest tym, co przyciąga Bożą uwagę i otwiera dla nas niebo. Kombinacja tych trzech elementów pobudzi Ducha Świętego do działania, wzbudzi w nas wewnętrzną motywację, odmieni nie tylko nas, ale przez nas również i nasze otoczenie.
Dlatego jeszcze raz podejmijmy te “stare” wyzwania, by czynić Słowo Boże, modlić się i pościć, otworzyć serce i być ofiarnym tak, by drzwi do realizacji nowych wyzwań stały przed nami otworem.
Źródło: www.jjp.org.pl. Artykuł zamieszczony za zgodą autora.
|