|
|
.:Janusz Szarc: "Aktywność kontra pasywność."
Życie we współczesnym świecie wymaga od ludzi daleko więcej zaangażowania, maksymalnego poziomu aktywności, poświęcenia swego czasu i energii, niż kiedykolwiek do tej pory. Często wydaje się, iż te stawiane ludziom wymagania przekraczają ich możliwości psychofizyczne. Życie staje się zbyt intensywne - napięcie mu towarzyszące - nieznośne. Coraz więcej osób nie potrafi sobie poradzić z wyzwaniami dnia codziennego i zwyczajnie “kapituluje”. Szacuje się, iż w ciągu najbliższych 10-15 lat depresja - już jako choroba społeczna - znajdzie się na drugim miejscu listy największych chorób cywilizacyjnych (za chorobami układu krążenia). W tej sytuacji wydawałoby się, że właśnie chrześcijanie - ludzie wierzący Bogu, powinni znaleźć się w poniekąd uprzywilejowanej pozycji. Chociażby biorąc pod uwagę ich potencjalną zdolność do duchowej regeneracji poprzez bezpośredni dostęp do źródła wewnętrznej mocy (grec. dunamis) - osoby Ducha Świętego (Dz. Ap. 1:8). i nie tylko to - wszak sama obecność Ducha Świętego w nas uzdalnia każdego wierzącego do prowadzenia prawdziwie dynamicznego, aktywnego życia. W ogóle chrześcijaństwo w swej naturze i charakterystyce (podobnie jak jego założyciel, sam Jezus Chrystus) od swego zarania jest ekspansywne, otwarte na ludzi, pełne radości życia, wiary w moc Boga, dokonujące czynów dla innych niemożliwych.
Wiara chrześcijanina nie pozostaje tylko sprawą przeżycia wewnętrznej pewności, ale jest nade wszystko czynem, działaniem (List Jakuba). Zgodnie ze słowami Jezusa, nie ma innego zdrowego fundamentu dla życia ludzkiego na ziemi, jak tylko wyko- nywanie, czynienie Słowa Bożego (Mat. 7:24-25). Historia dokonań apostołów wczesnego kościoła to tak naprawdę dzieła, a nie dzieje apostolskie. Nie ma tam miej- sca na zastój i pasywność. Jak ma się do tego kondycja współczesnego kościoła?
Często u chrześcijan można spotkać się z dalece defensywnym podejściem do życia i jego codziennych powinności. Bywa, że postawa ta graniczy niemalże z wycofaniem się z realnego życia ( a przynajmniej z wielu jego przejawów), poczuciem rezygnacji, abdykacji z życia, ucieczką przed wyzwaniami w wyimaginowany świat ducha, niewiarą we własne siły i możliwości. Z reguły usprawiedliwia się to pobożnie brzmiącymi i nośnymi w niektórych kręgach chrześcijańskich hasłami oczekiwania na Boga i Jego prowadzenie, inicjatywę. Zdarza się, iż rzeczywiście kierujemy się wówczas właści- wymi motywami, ale najczęściej mamy do czynienia ze zwyczajnym lenistwem, paraliżującym strachem przed życiem, któremu się poddajemy i to bez żadnych racjonalnych przesłanek. Taki strach zapełnia w naturalny sposób “niszę” naszej duszy - niezagospodarowanej brakiem naszej aktywności. To z kolei daje pole do rozwoju wszelkich upośledzeń ducha ludzkiego: przewlekłych kompleksów, niskiej samooceny i poczucia winy. Stąd już tylko krok do agresywnej postawy, obrony swego status quo, atakowania wszystkiego, co nowe, co naruszyłoby nasz pozorny komfort psychiczny. Podczas gdy większość problemów, z którymi borykamy się obecnie w kościołach, wynika nie z tego, co złego zrobiliśmy (grzechy popełnione), lecz jest konsekwencją naszej pasywności (grzechy zaniechania). Niektórzy próbują skupić się na negatywnych następstwach popełnionych przez siebie błędów i na wynajdywaniu środków zaradczych. Podejmowane są starania, by wykrzesać optymizm w ludziach środkami czysto teoretycznymi: pasywną modlitwą, abstrak- cyjnym studium Pisma Świętego etc. Tego rodzaju wysiłki z góry skazane są na niepowodzenie, bo rzeczywistą satysfakcję można mieć tylko z namacalnych efektów swojej własnej pracy, życiowych osiągnięć. Podczas gdy Ciało Chrystusa toczy jedna z najpoważniejszych chorób duszy - pasywność umysłu, która prowadzi w konsek- wencji do stanu apatii, zamarcia funkcji życiowych - powszechnie wiadomo, iż aktyw- ność psychiczna, fizyczna i duchowa jest najbardziej naturalna, przyrodzona człowie- kowi od najwcześniejszych lat jego życia. Skądinąd wiadomo też, że to umysł czło- wieka “naturalnie” zarządza całym jego ciałem. Od jego stanu zależy, w jakim stopniu wykorzystamy nasz duchowy i fizyczny potencjał, a zmiany w nim zachodzące uwarunkują jakość naszego życia, efektywność działań i osobisty rozwój (III Jana 2).
To co stworzył Bóg, dał nam ku używaniu. Nie możemy sobie pozwolić na nieużywanie zasobów, które posiadamy (przypowieść o talentach Ew. Mat 25, 14-30) ani na zbyt długi okres zastoju w naszym życiu, ponieważ w tym przypadku czas gra na naszą niekorzyść. Z każdym miesiącem stajemy się słabsi, nasze możliwości są ograniczane i coraz mniej się nam chce. Paradoksalnie taki brak działania bardziej eksploatuje i wyniszcza człowieka niż wzmożony wysiłek. Coś czego się nie używa, bliskie jest zaniku. Z drugiej strony używanie swego fizycznego, psychicznego i duchowego potencjału zgodnie z jego przeznaczeniem prowadzi do jego zwielokrotnienia i podwyższenia sprawności, przydatności człowieka. Wraz z działaniem (i tylko wtedy) przychodzi prawdziwe Boże namaszczenie i łaska, które uzdalniają do wykonania Bożej woli. Sama teoria prowadzi wyłącznie do życiowej frustracji, niczym Morze Martwe, które dysponuje dopływami lecz nie posiada ujścia. Z kolei cena, jaką się płaci za aktywność: wysiłek (nawet bolesny), wewnętrzna dys- cyplina, poświęcenie czasu i energii, jest o wiele mniejsza niż ta, którą przyjdzie zap-łacić za stagnację, pozorny spokój i ułudę komfortu w duszy. Za to ostatecznie pła- cimy nadwątlonym zdrowiem fizycznym, kiepską kondycją psychiczną i fatalnym stanem naszego bezsilnego ducha.
Niezwykłe jest to, iż w każdej chwili możemy jeszcze zdecydować i dołączyć do grona tych, którzy podjęli wyzwanie regularnej aktywności duchowej, mentalnej i fizycznej, m.in. modląc się intensywnie w Duchu Świętym, mądrze rozwijając swój intelekt, pomnażając umiejętności czy też dostarczając swemu ciału dostatecznej porcji ćwiczeń i ruchu (I Tym. 4:8,9, Hbr. 5:14). Zaś decyzja o zaangażowaniu się i przyłożeniu ręki do wspólnego dzieła wiary ma swoją nagrodę i korzyść, z wielkości której często nie zdajemy sobie sprawy (K. Sal. 9:10a).
Źródło: www.jjp.org.pl. Artykuł zamieszczony za zgodą autora.
|