www.protestanci.org
rozmiar: 8553 bajtów
 o nas
 historia serwisu
 współpracuj z nami
dodaj do ulubionych
ustaw jako startową
najważniejsze przesłanie
buziaczek!
serwis teologiczny
  .:strona główna
  .:kontakt

 .:serwisy

  .:audio
  .:czytelnia
  .:naZawsze.org
  .:teologia
  .:pastor
  .:katalog stron
  .:kurs biblijny
  .:forum rodziny
  .:forum dyskusyjne

 .:protestanci.org

  .:o nas
  .:historia serwisu
  .:współpraca



.:Janusz Szarc: "To, co w życiu najważniejsze."

Wbrew pojawiającym się tu i ówdzie wśród chrześcijan błędnym opiniom, ludzie większości przypadków nie cierpią na brak osobistego szczęścia ale raczej na permanentny egoizm (II Tymoteusza 3:2, Mateusza 24:12).

W takiej sytuacji nie dziwi fakt, że są nieszczęśliwi i żaden program osobistego doradztwa, żadna namaszczona modlitwa czy proroctwo nic tu nie pomoże. Wybrzydzamy i chcemy, żeby nam lepiej służono, lepiej nam śpiewano, lepiej i skuteczniej się o nas modlono, żeby Słowo nas ciągle pocieszało i zabijało dojmujący „ból istnienia”, żeby nie było nudno w kościele, żeby nie było poczucia pustki i w ogóle... Ale to wszystko nie odejdzie tak długo, póki nie zaczniemy dawać siebie innym. Dwie pijawki egoizmu, którym na imię „Daj, Daj” (Przypowieści Salomona 30:15), mogą z każdego wyssać resztki życia, energii, radości, etc.

Tak naprawdę rzecz nie dotyczy naszego osobistego szczęścia. Sprawa jest poważniejsza, niż to się na pierwszy rzut oka wydaje. Chodzi bowiem o to, kto będzie rządził w naszym życiu. To swoista walka o władzę – o to, kto zasiądzie na tronie: czy miłosierny, potężny Bóg, który jest dawcą ukształtuje nas na swój obraz, czy też okrutny bóg egoizmu, „sobek”, najpierw doprowadzi nas do izolacji od Boga i ludzi, żeby potem w najbardziej perfidny sposób spowodować nasz upadek. Czy będzie tak, że Święta, a może „nieświęta” trójca (ja, mi, moje) zdominuje teologię i praktykę naszego życia. Znakiem rozpoznawczym Bożych rządów w naszym życiu nie jest postawa siedzenia z założonymi rękami, czekania na „Boży powiew”, czy też „poruszenie fal w sadzawce życia”. Wieczne, nieefektywne oczekiwanie na Pana nie jest świadectwem czyjejś duchowości, posłuszeństwa Bogu, ale co najwyżej głębokiej nieświadomości tego, jak działa Bóg. Panowanie (Królestwo) Boga w człowieku ma związek przede wszystkim z priorytetami, jakie dla siebie ustanawiamy. Szczerze mówiąc, nieistotne jest ustalanie obsady 2., 3. i 10. miejsca w naszej hierarchii ważności, spieranie się o to, czy kościół, czy może rodzina albo praca są w danym momencie ważniejsze. Do niczego to nie doprowadzi.

Z kolei jeśli Jezus (który jest początkiem i końcem, sprawcą i dokończycielem naszej wiary; Objawienie Jana 1:8, Hebrajczyków 12:2) będzie miał zawsze „pierwsze słowo” w twoim życiu, to możesz być pewien, że do niego będzie też należeć „ostatnie słowo” w każdej twojej sprawie. To oznacza triumf nad wrogami, ochronę w niebezpieczeństwie, wielką odpłatę. Jeśli uznasz Go za Boga w swoim życiu ze wszystkimi tego konsekwencjami (oznacza to przede wszystkim bezwarunkowe posłuszeństwo Jego Słowu), to Boża bojaźń, która jest początkiem prawdziwej mądrości, usunie wszystkie strachy masakrujące dotąd twoją dusze. Rozpocznie się wspaniały proces porządkowania życia.

Do tego potrzebne jest dokonanie uczciwego bilansu życia (ile mam, ile wziąłem od innych, ile sam pomogłem, dałem od siebie, i jaka jest moja postawa), odpowiedzenie sobie na pytanie, co naprawdę jest dla nas ważne, co ma największą wartość, za co jestem gotów zapłacić wysoką cenę. Potrzeba całkowicie nowego, świeżego spojrzenia na siebie – nie egocentrycznego, gdzie to my jesteśmy w centrum uwagi jako sędziowie we własnej sprawie, oceniający surowo innych po tym, co zrobili a siebie na podstawie czczych intencji (zrobiłbym, pomógłbym, dałbym, gdyby tylko...). Dla nas, ludzi żyjących na ziemi, spisane Boże Słowo winno być ostatecznym punktem odniesienia w każdej sytuacji – miarą wszystkich rzeczy. Gdy z teorii staje się to praktyką dnia codziennego, głos Bożego Słowa rozbrzmiewa mocniej niż głos żony, męża, pracy szkoły a nawet naszego słabego sumienia.

To daje rzeczywistą podstawę do prawidłowego budowania naszego życia w pełni autorytetu, siły, opartego na przejrzystych zasadach. Wtedy mężczyzna jest w pełni mężczyzną, kobieta kobietą, rodzina rodziną. To nie kościół, ludzie wokół nas są winni stanu, w którym się znajdujemy. To zależy tylko od nas i naszej relacji z Jezusem. Nie musimy tłumaczyć ludziom, jak mało mamy czasu na pomaganie innym, jak mało zasobów materialnych, żeby z nich udzielać potrzebującym, jak mało mamy serca...

Porozmawiajmy o tym osobiście z Jezusem – „prawujmy” się z Nim, wtedy nasze grzechy wybieleją niczym śnieg, a posłuszeństwo Bogu otworzy nam drzwi do korzystania z błogosławieństw (Izajasza 1:18-19). Wówczas już nic nie zatrzyma nas przed wejściem do Ziemi Obiecanej. Nie stanie nam na drodze postawa narzekania, notorycznej niewdzięczności Bogu, wyrażającej się w braku oddawania Mu chwały, niedostrzeganiu ewidentnych przejawów Jego działania i pomocy. Nie będziemy też usiłowali uzyskać Boże błogosławieństwo tanim kosztem, nie chcąc zapłacić pełnej ceny uczniostwa. Nie będziemy liczyli, że ktoś wykona za nas pracę i złoży naszą ofiarę.

Nic, tak jak nasze czyny, nie świadczy o tym, jacy jesteśmy, jakie naprawdę jest nasze serce. To one idą za nami i przemawiają głośniej niż najgłośniejsze deklaracje. To owoc życia, po którym jesteśmy rozpoznawani. Serce człowieka można zmienić, a najpewniejszym i najszybszym sposobem, by tego dokonać, jest zmiana naszego postępowania. Dogłębne przewartościowanie życia może nastąpić tylko na gruncie ludzkiego zaangażowania, pracy, działania. Tylko wówczas będzie to trwała transformacja a jej wyniki będą zauważalne, postępy widoczne dla wszystkich.

Chrońmy nasze serca czujniej niż wszystko inne, bo stamtąd płynie źródło Bożego życia (Przyp. Salomona 4:23). Pozostań sobą – takim, jakim chce ciebie mieć Bóg – otwartym na ludzi, prawym, pełnym pokoju i radości. Pomimo powszechnej tendencji do szukania własnej korzyści, starania się tylko o siebie i swój osobisty rozwój, nie pozwól się odizolować od ludzi w kościele. Nie istnieje możliwość osiągnięcia pełnego duchowego wzrosty jednostki bez jej wewnętrznego uczestnictwa w budowaniu mocnego, zdrowego kościoła. Jesteśmy od siebie zależni (I Koryntian.12,25-27). Nie zamykajmy naszych serc przed innymi, ale raczej świadomie zachowujmy je otwarte (II Koryntian 6,11-13). Ciągłe branie, korzystanie dla siebie z dóbr materialnych i duchowych, prowadzi do nienasycenia, poczucia wiecznego niespełnienia. Im więcej masz, tym więcej będziesz chciał. Dając siebie, możemy być jednak szczęśliwi szczęściem, radością i spełnieniem, które pochodzą z nieba, a których żadne pieniądze świata nie są w stanie kupić.

Źródło: www.jjp.org.pl. Artykuł zamieszczony za zgodą autora.

© Protestanci.org