|
|
.:Arkadiusz Białoń: "Zwiedzenie i jego konsekwencje."
Już w pierwszym wieku apostoł Jan pisał, że wielu fałszywych proroków i wielu antychrystów wyszło na świat. Tym bardziej działają obecnie, tym więcej jest ich teraz - zwodnicze duchy, nie pojedyncze, ale całe legiony zwodniczych duchów, inaczej mówiąc duchów zwiedzenia, które mają jeden wyznaczony im przez ich mistrza cel: sprowadzenie Bożych ludzi na nie Boże drogi, do miejsca nieposłuszeństwa, do miejsca nieprawości i grzechu oraz wprowadzenie do kościoła fałszywej nauki.
Zwiedzenie i jego konsekwencje.
Chcę dzisiaj mówić na temat oddziaływania na Boży lud ducha zwiedzenia. Dokładnie tematem będzie: „Zwiedzenie i jego konsekwencje” na podstawie I Król.13. Na początek przeczytajmy jeszcze z końca 12 rozdziału, kilka wierszy mówiących o królu Jeroboamie. (I Król. 12, 25-31) Króla Jeroboam żył w wielkiej nieprawości i grzechu. Bojąc się o swoje stanowisko, o swoje wpływy, a także o życie, doprowadził do zniszczenia życia religijnego izraelitów. Ogłosił, że są dwa nowe miejsca kultu, postawił w tych miejscach cielce i oznajmił, że to są bogowie, którzy wyprowadzili Izraela z Egiptu. Zrobił to po to, by ludzie nie chodzili już do domu Pańskiego w Jerozolimie składać ofiary. Całkowite odstępstwo od Bożego słowa i Bożych oczekiwań względem narodu Izraelskiego. Odstępstwo, za którym poszedł cały naród. Wiele razy możemy obserwować na kartach Biblii, że kiedy król był blisko Boga, to cały naród również nawracał się do Boga. Jeżeli król odchodził od Boga, zaczynając czcić bożki, to również naród odchodził od Boga. Słowo Boże mówi, że rzecz ta stała się pobudką do grzechu, lud bowiem pielgrzymował albo do tego w Betelu, albo to tego w Dan. Ludzie bardzo łatwo i chętnie to przyjęli, i nie pielgrzymowali już do Jerozolimy. Ponadto kapłanami zostali ustanowieni, jak mówi Słowo, przypadkowi ludzie, nie pochodzący z plemienia Lewiego, a nawet zostało ustanowione specjalne święto stanowiące przeciwwagę dla tego co działo się w Jerozolimie.
W takiej sytuacji znajdujemy człowieka, o którym mówi I Król. 13.
Słowo Boże wskazuje, że był to mąż Boży. To nie był przypadkowy człowiek, który przechodząc tamtędy zobaczył grzech jakiego dopuszczał się król, i który na skutek tego co zobaczył uniósł się w swoich emocjach, i postanowił pójść tam by zaprowadzić porządek na swój sposób. Człowiek tak poruszony, że postanowił pójść i wypowiedzieć jakieś słowa, cokolwiek dalej się stanie. Był to Boży mąż, któremu Pan objawił swoją wolę, którego tam posłał, i postawił aby wykonał konkretne zadanie. Dlaczego o tym mówię? Abyśmy wiedzieli i pamiętali, że diabeł, atakuje wszystkich. Niektórym chrześcijanom wydaje się, że tylko ktoś będący ledwo żyjącym chrześcijaninem, i zmierzający coraz dalej w stronę świata, jest wystawiony na ataki diabła, który może robić z nim co chce. Myślą, że gdy jakiś człowiek jest mężem Bożym i stoi mocno przy Panu, to nic nie jest w stanie zaburzyć jego chodzenia z Bogiem. Diabeł atakuje wszystkich. Chce zwieść każdego. Chce wszystkich sprowadzić z Bożych dróg. W tym tekście Słowa opisany jest człowiek, który był mężem Bożym. Człowiek, który mógłby być wzorem dla wielu chrześcijan.
Po pierwsze wyraźnie słyszał Boży głos. Jak wielu chrześcijan dzisiaj to zatraciło. Mamy Ducha Świętego, który powinien nas prowadzić. On chce nas prowadzić i do nas mówić. Jak wielu jest wierzących, którzy to zatracili, i już nie słyszą Bożego głosu ani nie widzą w swoim życiu Bożego prowadzenia. Chrześcijan którzy nie potrafią rozeznać woli Pana względem ich życia. Wierzących którzy nie wiedzą czy iść w prawo czy w lewo, są zagubieni, bo nie potrafią rozpoznać drogi. Ten człowiek słyszał Boga, słuchał Go, i otrzymał od Niego dokładne instrukcje.
Po drugie, on nie tylko słyszał Pana, ale i był Mu posłuszny. To wcale nie było dla niego łatwe i przyjemne. Musiał pójść do miejsca w którym razem z królem jest zgromadzonych wielu ludzi, zgodnie z obowiązującym prawem, bo król wydał takie zarządzenie. Miał tam się udać i ogłaszać, że wydarzy się coś co dla tego króla jest rzeczą negatywną. Wiele osób, które dostałyby taki rozkaz, długo by się nad tym zastanawiało. Czy mają pójść? Czy na pewno mają znaleźć się w tym miejscu? Czy na pewno znajdując się tam mają wypowiedzieć te słowa? On usłuchał Boga. Był posłuszny. Znalazł się w Betelu, stanął tam gdzie miał stać, przemówił do ołtarza, prorokował na temat tego co tam się wydarzy a potem nadszedł Boży znak, który to potwierdził. On był posłuszny. Wykonał Bożą wolę. Znowu chcę odnieść to do wierzących, do kościoła. Jak wielu jest tych którzy usłyszeli Pana, bądź poznali czytając Słowo, Jego wolę względem swojego życia, a jednak jej nie wykonują. Z różnych powodów, czasem z powodu strachu, czasem z powodu lenistwa lub pychy. Wiele jest powodów dla których kościół nie idzie za tym co Bóg wkłada do ludzkich serc. Tamten człowiek za tym poszedł, był rzeczywiście mężem Bożym i był bardzo zdeterminowany w swojej służbie. Niezależnie od tego jakie konsekwencje miały na niego spaść, co król mógł mu zrobić, wykonywał Boży nakaz. Król, po jego słowach mógł rozkazać posiekać go na kawałki i on o tym wiedział, ale był zdeterminowany, aby wypełnić Bożą wolę. Wiedział, że może zginąć, ale jeżeli tak się stanie, będzie w centrum tego, czego Bóg od niego oczekuje. I znów pytanie dla kościoła – jak wiele jesteś w stanie poświęcić gdy Bóg objawi swoją wolę? Dokąd jesteś w stanie pójść? Jak daleko jesteś gotów zajść w wypełnianiu tego, czego On od ciebie oczekuje? Czy jesteś Bożym mężem i Bożą kobietą? Z takich ludzi powinien składać się kościół. Bóg chce abyśmy chodzili w Jego woli. On chce abyśmy byli Mu poddani, posłuszni i ulegli we wszystkich miejscach, w których nas postawi. Tego od nas oczekuje. Właśnie takim był ten człowiek i dlatego mówię, że mógłby być wzorem dla kościoła. Słyszał Boga, słuchał Jego głosu, był zdeterminowany w służbie i poszedł wypełnić to czego Pan od niego oczekiwał. Słowo Boże mówi, że przekazał poselstwo Pana, zawołał na Boży rozkaz w stronę ołtarza, a Bóg przyznał się do niego i w ponadnaturalny sposób potwierdził, że jest z nim. Boża moc zamanifestowała się w potężny sposób i ołtarz się rozpadł, a popiół się rozsypał, zgodnie ze znakiem o jakim mąż Boży powiedział, że się wydarzy. Bóg przyznał się do niego, bo On przyznaje się do posłuszeństwa swojego ludu. On przyznaje się do nas kiedy robimy to czego od nas oczekuje, kiedy jesteśmy w miejscu, w którym mamy być i mówimy słowa zgodne z Jego wolą. Bóg przyznaje się do swojego ludu kiedy jest mu oddany, i zapiera się nas kiedy my się Go zapieramy. Kiedy nasze usta pozostają zamknięte w chwili gdy mamy mówić, gdy nie przyznajemy się do Niego, on również odwraca się i nie działa w chwili gdy nagle z jakichś powodów znajdując się w potrzebie nagle do Niego wołamy. Trwajmy przy Nim, wypełniajmy Jego wolę, chodźmy Jego drogami.
Po trzecie, Słowo Boże mówi, że ten człowiek miał w swoim sercu przebaczenie. Kiedy wyciągnięta w jego kierunku ręka króla uschła, co również było ponadnaturalnym potwierdzeniem, że Bóg przyznaje się do niego, on nie powiedział mu: skoro tak się stało, to teraz żyj do końca życia z uschłą ręką. Trzeba było nie podnosić jej przeciwko mnie – Bożemu mężowi. Nie było w jego sercu pychy ani braku przebaczenia. Nie powiedział, dobrze ci tak królu, niech wszyscy widzą, że wystąpiłeś przeciwko mnie. On modlił się do Boga, wołał gorliwie, bo Słowo Boże mówi, że przebłagał mąż Boży oblicze Pana.
Ja wierzę, że to nie była krótka modlitwa w stylu, Panie jak chcesz to spraw, żeby ta ręka zaczęła działać, a jak nie to niech tak pozostanie, amen. On błagał Pana aby przywrócił rękę króla do poprzedniego stanu, a Bóg dał się przebłagać i jego ręka była jak poprzednio. Niesamowite Boże dzieło, wykonane przez człowieka pozostającego w centrum woli Pana i wypełniającego Jego oczekiwania, którego postawa serca była właściwa. Kiedy dokonał wszystkiego, co nakazał mu Bóg, wypełnił całą misję to zgodnie z naszymi wyobrażeniami powinien już tylko położyć się i oczekiwać na zlewającą się na niego nagrodę w postaci Bożego błogosławieństwa. Tak byśmy chcieli. Zrobić coś czego Bóg od nas oczekuje, a kiedy już się poświęcimy według Jego woli to oczekujemy, spływającej na nas chwały, powinni się pojawić aniołowie i ogłaszać: patrzcie wszyscy na tego świętego chrześcijanina, który wypełnił Bożą wolę.
Właśnie w tym czasie nastąpił duchowy atak. W momencie kiedy uczynił tak potężną Bożą rzecz, wielkie dzieło wiary, właśnie wtedy nastąpił atak. Ja mówiłem o tym niedawno, że bardzo często dokładnie tak się dzieje w duchowym wymiarze. Przygotowujemy się przykładowo do ewangelizacji, wszyscy się modlą, poszczą i są przejęci tym co ma nadejść, są skoncentrowani na tym by żyć jak najbliżej Boga, wołając o Jego błogosławieństwo i działanie. Później nastaje moment kulminacyjny – czas ewangelizacji, a następnie przychodzi chwila rozprężenia. Wydaje się, tyle wołaliśmy do Pana, tyle się modliliśmy i pościliśmy w ostatnim czasie i już jest za nami ten główny moment o który wołaliśmy, to teraz możemy sobie trochę odpuścić. Teraz możemy wyluzować, bo najważniejsze mamy za sobą. Czasem jest to związane z pewnym duchowym zmęczeniem lub uprzednią nadmierną koncentracją na tej jednej rzeczy, a czasem z czystym lenistwem. Pamiętajmy o jednym, wróg nigdy nie odpoczywa. Diabeł nie mówi: chrześcijanie zakończyli swoje działania i ja też się zmęczyłem stawiając w międzyczasie opór, to teraz zostawiam ich w spokoju. On nigdy nie popatrzy na ludzi i nie powie, o teraz są zmęczeni to nie będę ich atakował. Nie są przygotowani to zostawię ich w spokoju bo atak nie byłby w porządku. On właśnie w tym jest mistrzem, jest szczególnie wypróbowany w rozbijaniu w momentach, kiedy ludzie myślą teraz na pewno nie nastąpi atak, teraz nic nie może się wydarzyć. Wtedy przychodzi wróg aby sprowadzić nas z Bożych dróg. Jego celem jest doprowadzenie do tego, że zejdziemy z dróg naszego Pana, że zaczniemy robić coś czego od nas nie oczekiwał, że wpadniemy w zwiedzenie.
I Tym 4,1 A Duch wyraźnie mówi, że w późniejszych czasach odstąpią niektórzy od wiary i przystaną do duchów zwodniczych i będą słuchać nauk szatańskich. Słowo mówi o tych, którzy odstąpią od wiary. Żeby od czegoś odstąpić, trzeba najpierw do tego przystąpić. Tu nie jest mowa o ludziach, którzy nigdy nie poznali Chrystusa, nie narodzili się na nowo, ani nigdy nie uwierzyli, ale o tych, którzy zaczęli kiedyś chodzić z Bogiem, oddali Mu swoje życie, a potem na skutek działania diabła odstępują od Boga i przystępują do zwodniczych duchów.
Mat. 24,24 Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą wielkie znaki i cuda, aby, o ile można, zwieść i wybranych. To jest fragment w którym Jezus mówi o znakach zbliżania się końca świata. Wierzę, że jesteśmy bardzo bliscy końca, a na pewno jesteśmy o wiele bliżej niż był pierwszy kościół. Te słowa są o wiele aktualniejsze w dzisiejszych czasach, niż w pierwszym wieku, a już wtedy apostoł Jan pisał, że wielu fałszywych proroków i wielu antychrystów wyszło na świat. Tym bardziej działają obecnie, tym więcej jest ich teraz – zwodnicze duchy, nie pojedyncze, ale całe legiony zwodniczych duchów, inaczej mówiąc duchów zwiedzenia, które mają jeden wyznaczony im przez ich mistrza cel: sprowadzenie Bożych ludzi na nie Boże drogi, do miejsca nieposłuszeństwa, do miejsca nieprawości i grzechu oraz wprowadzenie do kościoła fałszywej nauki. Niektóre z nich wywierają wpływ na pojedynczych wierzących, na tych, którzy wydawałoby się nie mają większego wpływu na całość kościoła, ale jeżeli tysiące pojedynczych wierzących odstąpią od Pana i przystąpią do zwodniczych duchów, to cały kościół będzie chory. Inne z nich naciskają na tych, którzy są przywódcami, aby przez nich wprowadzić fałszywe nauki i odprowadzić kościół od prawdy ewangelii. Jak wiele zwodniczych nauk pojawiło się w ostatnich czasach, nowe objawienia, coś czego kościół nigdy nie wiedział i nie widział, czego nie znali apostołowie i czego nie nauczał Jezus, nagle pojawia się teraz i ma tylko jeden cel – odprowadzić ludzi od krzyża, odsunąć ich od Jezusa i wprowadzić w zwiedzenie. Doprowadzić do tego, ze przestaną szukać Jezusa i Bożej obecności, i będą chcieli znaleźć zwycięstwo w czym innym niż w krzyżu. Tania ewangelia przyniesiona przez duchy zwiedzenia. Słowo Boże przestrzega nas, że im bliżej końca tym więcej tego będzie się pojawiać, że nie będzie coraz lepiej, ale coraz gorzej, że coraz więcej fałszywych proroków będzie wychodzić na świat, aż do momentu, w którym światem zacznie rządzić antychryst. Dlatego kościół powinien czuwać, każdy musi baczyć na swoje własne życie i na naukę którą otrzymuje i przyjmuje.
Wracając do przewodniego tekstu Pisma, atak nastąpił, kiedy mąż Boży wypełnił Bożą wolę i wykonał dzieło Pańskie. W chwili gdy mogłoby się wydawać, że teraz może już odpocząć, został zaatakowany.
Najpierw król złożył mu propozycję, chodź do mnie, posil się a ja dam ci upominek. Boży człowiek wiedział, że nie może tego zrobić, ponieważ miał objawienie dotyczące nie tylko tego co ma powiedzieć, ale i jak się zachować po wykonaniu zadania. Ten król reprezentuje królestwo ciemności, diabła który przychodzi i mówi wierzącemu chodź do mnie, mam dla ciebie prezent, tylko zejdź z Bożej drogi i nie wypełniaj do końca tego co Pan od ciebie oczekuje. Mam dla ciebie upominek, przygotowałem coś specjalnego jeżeli tylko pójdziesz za mną. Potrzebujesz się posilić i odpocząć po tym co zrobiłeś, chodź, coś dla ciebie mam. Ten człowiek wiedział o tym, że nie może tego zrobić, ponieważ miał jasną wskazówkę, i wiedział, że musi być posłuszny Panu aż do końca. Złożył dobre wyznanie: gdybyś nawet dał mi połowę swojego królestwa, nie pójdę za tobą, nie spożyję chleba i nie napiję się wody, bo taki dostałem rozkaz od Pana. Możesz mi proponować nie tylko upominek, ale o wiele więcej, i tak za tobą nie pójdę, ponieważ Bóg nakazał mi coś innego.
To miejsce jest miejscem upadku wielu wierzących, którzy byli przygotowani do walki przed zadaniem ale zapominają o tym, że wojna trwa nadal. Te propozycje mogą przyjść do człowieka poprzez myśli jak też poprzez innego człowieka. Nagle przychodzi jakieś objawienie, które jest sprzeczne z tym co wcześniej powiedział Bóg, negacja jego wskazówek. Pojawia się zwątpienie w stosunku do tego co Bóg objawił i co jeszcze chwilę wcześniej było zupełnie jasne i proste. Niekiedy ten atak jest powtarzany kilkakrotnie, tak jak to było w przypadku opisanego tu męża Bożego. Za pierwszym razem się oparł, był na to przygotowany, rozmawiał z królem, o którym wiedział, że jest bezbożnym człowiekiem i odrzucił jego propozycję. Wiedział, że od niego nie może przyjść nic dobrego. Następnie atak został ponowiony. Kiedy jakaś oferta dociera do nas po raz drugi, czasem zaczynamy się zastanawiać, czy nie mylę się w tym, przy czym trwam i czy właściwe jest to, że się tak upieram. W sercu powstaje myśl, a może to przyszło od Pana, może Bóg zmienił zdanie i postanowił zadziałać inaczej. Jeszcze wtedy ten człowiek się oparł, choć był osłabiony – Słowo mówi, że siedział. Oparł się, i jeszcze raz wypowiedział Boży rozkaz. Wyznał, że zna wolę Pańską względem swojego życia. Za trzecim razem nie był już na tyle czujny. Człowiek, który do niego przyszedł przekazał mu rzekome Boże objawienie o zmianie planów, powiedział: anioł do mnie przyszedł i rzekł sprowadź go z powrotem. W tym momencie mąż Boży zawrócił, poszedł do jego domu, spożył posiłek i napił się wody. Całe moje chrześcijańskie doświadczenie wskazuje, że Bóg zawsze mówi najpierw bezpośrednio do człowieka, a później daje potwierdzenie z zewnątrz. Najpierw mówi bezpośrednio do serca człowieka wierzącego, a dopiero potem przysyła drugiego, aby mu to potwierdził. Gdyby Bóg chciał zmienić swój zamysł, to przemówiłby do tego męża Bożego, objawiłby, że zgłosi się do niego prorok, który zaprosi go do domu, a on ma z nim pójść. Ale to nie było w Bożym planie, ten człowiek go okłamał. Mąż Boży nie miał tego w swoim sercu, a jednak zawrócił, pozwolił się zwieść. Człowiek mówiący, że odebrał to od Pana, Boży prorok, starzec, osoba wzbudzająca zaufanie, przyniósł objawienie sprzeczne z tym co mąż Boży miał w swoim sercu. Dlatego najważniejsza jest nasza bezpośrednia relacja z Bogiem, trwanie w Jego słowie a nie przyjmowanie nagłych, wzbudzających kontrowersje objawień. Objawień nie zgodnych z tym wszystkim, co Bóg wcześniej nam pokazywał. Dziewiętnasty wiersz mówi o tym, że mąż Boży zszedł z Bożej drogi przeznaczonej dla niego. Wydawałoby się, to takie niewielkie uchybienie, przecież dokonał wszystkiego tego czego Bóg oczekiwał, i w tak niewielkim stopniu odstąpił, od Bożej woli, tylko poszedł i się posilił. Zjadł chleb i napił się wody, i w tym momencie do proroka dotarło prawdziwe słowo od Pana będące wyrokiem śmierci. Sprzeciwiłeś się słowu z ust Pana, i nie wypełniłeś rozkazu jaki ci dał Pan Bóg twój. Tak wiele zrobił, ale nie wypełnił Bożej woli do końca. Nie był posłuszny do końca. W jak wielu miejscach Słowo Boże mówi, kto wytrwa do końca zbawiony będzie. Jak wiele razy Słowo wskazuje, że ważny jest nie początek ale koniec ludzkiego życia lub dzieła. Wypełnienie Bożej woli do samego końca, zgodnie z oczekiwaniem Pana. Ten Boży mąż, usłyszał bardzo mocne prorocze słowo, i zauważcie co się stało. Jaka była jego reakcja? Żadna. Nie przejął się tym, nie przyjął tego słowa, nie pokutował. Tu nie ma żadnego zapisu o tym, że upadł na twarz przed Panem i wołał o miłosierdzie. Znalazł się pod tak silnym duchowym wpływem, że nie rozpoznał Bożego głosu i nie przyjął Bożego poselstwa. Posłuszny fałszywemu objawieniu, był tak mocno pod jego wpływem, że nie rozpoznał prawdziwego Bożego przesłania. Ja wierzę, znając Boga, ze gdyby ten człowiek, tam na miejscu pokutował, gdyby wołał o łaskę i przebaczenie, to Bóg zlitowałby się nad nim, bo jest Bogiem łaski i miłosierdzia, ale jego serce pozostało zatwardziałe. Nie przejął się tym strasznym poselstwem, które usłyszał z ust Pana. Kazał osiodłać osła i poszedł na pewną śmierć. Konsekwencją jego nieposłuszeństwa była śmierć. Dzięki Bogu, że żyjąc w czasie łaski nie jesteśmy zabijani w chwili nieposłuszeństwa, bo kościoły byłyby opustoszałe i mnie też nie byłoby na tym miejscu, bo wiele razy byłem Mu nieposłuszny, ale niech to słowo będzie słowem przestrogi, a także zachęty abyśmy trwali przy Panu wypełniając Jego wolę i pamiętając, że na świat zostało wypuszczonych wiele zwodniczych duchów, których celem jest sprowadzenie chrześcijan z Bożej drogi, by nie wypełniając woli Pańskiej poszli za zwodniczymi naukami. Patrząc na tą historię po ludzku, w sposób humanistyczny, możemy powiedzieć, dlaczego Bóg był tak okrutny? Przecież ten człowiek wykonał zadanie. Patrząc po Bożemu powiemy tylko jedno – nie wytrwał do końca. Nie był wierny do końca, nie był posłuszny we wszystkim.
Bóg oczekuje posłuszeństwa we wszystkich rzeczach, od największych do najmniejszych, żyjąc zgodnie z Jego Słowem i ze wskazówkami, które przez swojego Świętego Ducha wkłada do naszych serc. Trwajmy w Panu, trwajmy w społeczności z Nim, chodźmy w Jego Duchu, słuchajmy jego głosu, uczmy się jak wypełniać Jego wolę, trwajmy w Jego Słowie, aby Jego Święte imię było uwielbione w kościele. Amen
Źródło: www.arka.cieszyn.pl. Artykuł zamieszczony za zgodą autora.
|