|
|
.:Mirosław Kulec: "Hiskiasz- lekcja duchowej rzeczywistości (część druga)."
Kochani, wejdźmy teraz w tę cudowną atmosferę Słowa Bożego, jaką doświadczaliśmy ostatnio, czytając wspólnie Słowo Boże. Chciałbym wracać do tej niezwykłej historii o Hiskiaszu, o tym, jak w najczarniejszych dniach Boża miłość i prawa Wszechmogącego prowadziły jego życie. Bóg nigdy nie idzie na kompromisy wobec Słowa, ale kocha człowieka i lekcja za lekcją uczy go, że na fundamentach Bożej prawdy jest nasz ratunek. Będę chciał kontynuować wczorajsze kazanie, dlatego że wiele rzeczy zostało niedopowiedzianych, a wierzę, że mogą być dla nas błogosławieństwem i wskazówką na kolejne dni i lata naszego życia. Cieszę się, że wczoraj Pan was błogosławił, ale wiem, że jest u Pana coś dużo więcej. Bóg chce nas do czegoś przygotować.
Mam wiele książek, które bardzo lubię czytać, mam wiele świadectw, które jeszcze raz i jeszcze raz czytam i widzę, jak wierny jest Bóg. Jedną z moich ulubionych książek, do której często wracałem w dniach, kiedy jeszcze byłem na misjach, była książka Bruce’a Olsona pt. „Bruchko”. Widziałem jak Pan czynił z tego człowieka Swoje narzędzie i uczył go swojej realności w taki sposób, który wielu nazwałoby „mało duchowym” sposobem. Przez jego nędzę i chorobę, przez to, co przeżył w dżungli, Pan pokazał mu, że wszelka jego mądrość, wszelka potęga znajduje się u Boga, a nie w tym, co on wie o Panu Bogu. Kiedy powaliła go choroba, Bruce znajdował się pod opieką kanibali, którzy do tej pory zabijali i zjadali każdego, kogo złapali. Leżał chory i był na łasce ich czarowników, a Bóg mu musiał pokazać, że nie chce śmierci grzesznika i że znajdzie drogę do serca każdego z nich. Bóg chce nas uczyć z każdym codziennym dniem praktycznego, szczerego oddania dla Jego Królestwa. Może ktoś myśli, że pożytecznie spędza czas podkreślając wersety w Biblii i całymi dniami czytając, by lepiej wiedzieć, ale to nie zawsze jest tak. Bóg chce nie tyle, bym lepiej wiedział, lecz bym Go bliżej poznał i chodził z Nim wiernie w pracy, szkole, gdziekolwiek muszę iść, iść z Nim! Znam człowieka, który utrzymuje się z renty swojej mamy, dodam, że to młody i silny mężczyzna, jego specjalnością jest zwracanie wszystkim uwagi na niewłaściwe tłumaczenie tekstu biblijnego, na źle użyte słowa w kazaniu, niewłaściwy ubiór. Tego typu rzeczy. Wiecie, o czym mówię? O, jak on lubi podkreślać werseciki popijając kawkę i prowadząc życie pasożyta. Znam też brata, który czyta Słowo wcześnie rano, o świcie, potem biegnie do pracy, potem idzie wspierać bezdomnych, przygotować kazanie lub poprowadzić grupę modlitewną, codziennie dogląda też swojego biznesu, we wszystkim tym chodzi z Bogiem i przynosi swoją osobą światło świadectwa i chwałę Bogu! Takie właśnie chodzenie z Bogiem jest prawdziwą szkołą życia dla Pana Jezusa. Pierwszy mój przykład pokazywał tylko to, czym nie chcę się stać i co musi sprawiać przykrość Ojcu w niebie. Człowiek Boży powinien z radością formować swoje życie pod Bożą ręką w takie narzędzie, jakie Pan chce w nim mieć.
Chcę wrócić do dni Hiskiasza. Chciałbym zabrać was znowu w tamte czasy. Gdy wczoraj głosiłem na temat życia Hiskiasza, mówiłem o czasach wielkiego najazdu asyryjskiego na królestwo Hiskiasza. Było to karą za to, że wypowiedział im posłuszeństwo. Przed murami miasta stanęły okrutne i doskonale wyszkolone oddziały, łupy były już podzielone, los ludzi przesądzony, przynajmniej tak wydawało się wrogowi. Często diabeł właśnie tak patrzy na wasze życie, w jego oczach jesteś słaby i skończony, nie masz już szans, słychać jego śmiech i kpiny tych, których może używać. Wtedy, jeśli nasze serce w pokorze przychodzi do Pana, gdy chcemy zmienić dotychczasowy, pozbawiony sensu i mocy religijno-dyskusyjny tryb życia na realną społeczność z Bogiem, opartą o prawdziwe posłuszeństwo, wtedy zaczynają dziać się rzeczy, o których nawet po latach opowiadamy naszym dzieciom! Oto przed murami miasta staje wielka armia, nie ma już szans, nie ma promyka ludzkiego pocieszenia i nadziei. Hiskiasz właśnie wtedy staje przed Panem, lecz to nie było tylko tak, że gdy Asyria stanęła przed murami Jeruzalem, to Hiskiasz poszedł, zmówił krótką lub trochę za długą modlitwę, Panu Bogu się podobało i przyszedł z pomocą. Chcę wam kochani przyjaciele powiedzieć, że na dolinę cienia przygotowujemy się w słoneczny dzień. Na zimę przygotowujemy się latem. Kiedyś ludzie mieli takie przysłowie: „Będzie ciężka zima, bo górale zbierają dużo drewna”. A górale mówili: „Wiemy, że będzie ciężka zima, bo widzimy, jak niedźwiedzie głęboko zakopują się w swoich jaskiniach. Widzimy, jak ptaki przygotowują się do nadejścia chłodu”. Chcę wam powiedzieć – wiem, że będzie ciężka duchowa zima, dlatego że widzę, jak wiele błogosławieństwa i światła na Słowo Boże daje Bóg. Wiem, że przychodzą czasy próby. Gdy człowiek powierza się Panu, ewangelia jako styl życia nie jest za tanią ozdobą codzienności, za darmo. Ewangelia nie jest czymś łatwym i każdy, kto chce żyć pobożnie, będzie znosił prześladowania. Im będziesz bliżej Boga, im twe życie będzie bardziej pobożne, tym bardziej będą stali przeciwko tobie. Czasem prześladowania nie oznaczają uzbrojonej policji czy służb jakiegoś systemu, czasem to reakcja biura, kolegów w pracy, domowników, gdy wraz z wyborem Chrystusa człowiek zostaje odrzucony poza nawias społeczny.
Hiskiasz pokonał Asyrię, w mocy Pana ją pokonał. Są choroby, które medycyna uważa za nieuleczalne, ale ja widziałem wielkich zwycięzców, którzy zdobywali laury zwycięstwa na polach bitew, wobec przeciwników, których imienia boją się wypowiadać ludzie, czasem szeptem mówi się o nich w szpitalnych korytarzach. Widziałem ich, złamani bólem, pierwszą klęską, niebem jak z ołowiu, składają świadectwo, jak w najciemniejszą noc przybył z odsieczą ten, przed którym z drżeniem kłaniają się wszechświaty i wszystkie moce. Chwała Jezusowi! Oni składali świadectwo, że zwyciężali, lecz nie własną potęgą i siłą, zwyciężali, lecz najpierw musieli oddać lub nawet powiem ostrzej, zdradzić wszystko, co cielesny człowiek uważa za swoją chlubę. Gdy już znika z twarzy fałszywy uśmiech, wypalają się znajomości i zdajemy się z cichą bezsilnością na Pana, gdy nasze wszystkie szansę nazywają się Jezus, wtedy dzieje się cud! Wbrew świeckiej logice ucicha narzekanie, a miejsce rozczarowania zajmuje Jego obecność!
To nie musi dotyczyć naszego zdrowia, lecz wiecie, o czym mówię? Przejdźmy teraz do Słowa Bożego, czytajmy je ze świeżymi myślami i pasją do poznawania Bożej drogi:
Otwórzmy 2 Kronik 32,24-26: „W tych dniach Hiskiasz śmiertelnie zachorował. I modlił się do Pana, który go wysłuchał i dał mu cudowny znak. Jednak Hiskiasz nie odwdzięczył mu się za wyświadczone dobrodziejstwo, gdyż jego serce wzbiło się w pychę, toteż gniew Boży spadł na niego, na Judę i na Jerozolimę. Wtedy Hiskiasz ukorzył się za pychę swojego serca, on sam oraz mieszkańcy Jeruzalem, tak iż za dni Hiskiasza nie spadł na nich gniew Pana”.
Może do tego miejsca, lecz nie zamykajcie waszych Biblii. Jakże niezwykle życie Hiskiasza jest lekcją dla każdego z nas. Pokazuje nam duchowy związek między tym, co jest fizyczne a tym, co duchowe w naszym życiu. Czasami, gdy nasze chrześcijaństwo jest w takim niedbałym, rozbitym i zaniedbanym stanie, nie widzimy związku między tym, co fizyczne a tym, co duchowe. Ale chcę wam dziś powiedzieć – to, jak żyjecie, ma wielkie znaczenie w duchowym świecie. I to, czym jesteście duchowo, ma wielkie znaczenie w świecie materialnym. Czy słyszeliście przyjaciele, co powiedziałem? Jako osoby duchowe, nie jako „duchowni”, jako jacyś księża, nie jako urzędnicy religii, ale jako osoby żyjące z Bogiem, musimy sobie uświadomić, że nasze postępowanie ma znaczenie. My nie prowadzimy życia jako jacyś duchowni z zawodu, którzy coś wiedzą i teraz jesteśmy strasznie ważni chrześcijanie i będziemy chodzić z rękami na amen i wdzięcznie jak rusałki leśne oczkami przewracać. Nie to oznacza świętych pełnych łagodności i pokoju. Ważne jest to, jak żyjemy; znaczenie ma nasze postępowanie.
Hiskiasz został królem, kiedy miał 25 lat. Zaledwie 25 lat – niewiele na to, żeby być królem. Człowiek, który ma 25 lat (jeśli ktoś z was jeszcze nie miał, to nie wie, ale kto już miał to wie) nie jest już dzieckiem, nie zalicza się już właściwie nawet do młodzieży, ale ciągle popełnia błędy i to czasami poważne albo ośmielę się powiedzieć – poważniejsze niż zwykle, bo odpowiada za więcej niż 10 lat wcześniej. Hiskiasz został królem właśnie w takim wieku, lecz Pan wydaje o nim świadectwo, że podobało się Bogu to, co czynił, był prawym człowiekiem w oczach Bożych; mimo to Biblia opisuje jego błędy i pomyłki. Jest dla mnie niezwykły w Słowie Bożym szczegół, który zauważyłem i chyba każdy z was zauważył to czytając Biblię. Mówię o wadach i upadkach biblijnych bohaterów.
Większość z nas pamięta czasy komunizmu. Ja jeszcze nawet załapałem się w wojsku, miałem oficera politycznego i codziennie godzinę wykładali nam marksizm. Oczywiście nikt nie słuchał, ale każdy się cieszył, bo nic nie trzeba było robić. Jedną z cech tego, co on nas nauczał, było to, że o bohaterach komunizmu zawsze mówiło się najlepsze rzeczy, same superlatywy. Pokazywano nam zdjęcie Stalina jak całuje maleńką dziewczynkę, Lenina przy choince jak kochał dzieci, pana Gomułkę jak bardzo miłował ludzi. Nie jest moim celem teraz zastanawiać się, ile w tym było prawdy i nieprawdy. Wszyscy wiedzą i kazalnica nie jest od tych komentarzy. Ale zmierzam do czegoś innego. Zwróćcie uwagę – Bóg nie boi się pokazywać wad i upadków swoich umiłowanych. O, gdyby tę księgę w Biblii, która najwięcej opowiada o królu Dawidzie pisali ci sami ludzie, którzy byli autorami żywotów świętych albo komunistycznych życiorysów, połowa byłaby wykreślona lub opatrzona notką, że w tym czasie Dawid był chory i nie udzielał wywiadów. A Bóg nie boi się pokazywać prawdy o Bożych ludziach, On nie musi niczego wykreślać! Pokazuje i mówi: „To jest człowiek według mojego serca”. A my możemy powiedzieć: „Panie, jakiż to człowiek według Twojego serca? Zobacz, co on robi!”. A Bóg mówi: „Jest według mojego serca, bo moja łaska większa była niż jego winy! Wszystko, co od niego chciałem, to jego pokory”.
Kiedyś usługiwałem w naszym zborze w Chełmie na temat Saula i Dawida. To było głębokie studium Słowa Bożego. Jedną rzecz podkreślałem w szczególny sposób. Mówiłem ludziom, że różnica między Dawidem i Saulem jest bardzo niewielka. Właściwie to Saul nawet był lepszym człowiekiem tak z boku lub po ludzku patrząc. Mniej może narobił krzywdy i nieszczęścia niewinnym ludziom. Ale to jest humanistyczny sposób patrzenia i Bóg widział to inaczej. Różnica między nimi nie polegała na tym, że Dawid był takim kochanym, świętym i bez grzechu, z oczętami w górę i gałązką w ręce, a Saul był łobuzem. Tak nie jest. Każdy z was, kto czyta Biblię wie, że jeden i drugi, Saul i Dawid mieli pomyłki i upadki w swoim życiu. Jedyna różnica między tymi dwoma polegała na tym, że jeden z nich miał pokorę i odwagę ze złamanym sercem stanąć przed Bogiem i skruszyć się w proch i popiół. A drugi jej nie miał – tylko to ich różniło. Tylko to. Jeden z nich miał pokorę, a drugi nie potrafił jej odnaleźć. Tylko to tak naprawdę sprawiło całą późniejszą różnicę. Można by głębiej studiować ich życie, ale doszlibyście do wniosku, że to był jakby klucz. W miejscu, gdzie Dawid ze łzami będzie płakał i wracał do Boga, Saul będzie szukał kolejnych ludzkich sposobów działania i złościł się. I w tym miejscu rozeszły się drogi ich powołań. Wszystkich nas Pan kocha, zbawił i powołał, ale są wśród nas ludzie z pokorą i bez. To tu rozchodzą się duchowo nasze drogi. To właściwie temat na inne kazanie o chrześcijańskim początku i wzroście.
Hiskiasz był człowiekiem sprawiedliwym w Bożych oczach, chociaż jego upadki i błędy są dla nas ostrzeżeniem. Jak już mówiliśmy, Hiskiasz obejmuje władzę mając 25 lat i wtedy do świątyni wróciły śpiew, modlitwa i przesłanie o świętości. Hiskiasz zwołuje lud Boży, o tym wszystkim można przeczytać w Księgach Królewskich i przywraca przesłanie o świętości, mówi o tym, że świątynia musi zostać oczyszczona po dniach, kiedy zgasły w niej lampy, kiedy w świątyni zapanowały ciemność, bałwany, pajęczyny i brud. Hiskiasz mówi: „Muszę ją odświeżyć!” – i to jest obraz dla naszej świątyni. Musisz stać się takim Hiskiaszem w twym życiu, zanim przyjdą trudne chwile. Czasami przychodzi straszny czas choroby i nieszczęścia. Ludzie wtedy biegną się modlić. O, gdyby mogli wtedy wiedzieć, że dlatego ostatnich pięć lat tak dobrze im się żyło, że Pan dał im czas, aby się uświęcili i przygotowali, ale zostało to zmarnowane.
Zanim przyszła Asyria, do świątyni wracają śpiew, modlitwa i przesłanie o świętości. Słowo Boże o nim mówi, że patrzył na Pana, nie zaś na bezbożne tradycje swoich poprzedników. Widział straszny los swojego narodu miotanego bezbożnością, która była pomieszana z religią oraz z korupcją w świątyni i w służbie dla Pana. Widział, jakie straszne efekty przynosiło to w Izraelu. Stanął przed swoim ludem i zanim przyszła Asyria, zanim stało się to wszystko, o czym poprzednio tak dokładnie mówiłem, powiedział takie słowa: „Zamierzam tedy zawrzeć przymierze z Panem, Bogiem Izraela, aby odwrócił od nas żar swego gniewu. Nuże więc, synowie moi, nie gnuśniejcie, gdyż was wybrał Pan, abyście stali przed nim, służąc mu, i byli mu sługami, i składali mu ofiary z kadzidła” (2 Krn 29,10-11). Was wybrał Pan! – mówi ten król. Jak bardzo dzisiaj brakuje takich ludzi w zborach, kościołach, którzy powiedzieliby: „Bracia, nie gnuśniejcie, was wybrał Pan! Dlaczego zastanawiacie się?”.
W 2 Kronik 29,18-19 widzimy to cudowne oczyszczenie, które sprowadza Hiskiasz do świątyni. „Następnie poszli do króla Hiskiasza i rzekli: Oczyściliśmy całą świątynię Pańską, ołtarz całopaleń i wszystkie jego przybory oraz stół chlebów pokładnych i wszystkie jego przybory, i wszystkie przybory, które za swojego panowania przy swoim odstępstwie wycofał z użytku król Achaz, przygotowaliśmy i poświęciliśmy, i są one oto przed ołtarzem Pana”. Tutaj Słowo Boże mówi nam o świątyni, która musiała zostać oczyszczona. Musiała zamienić się znowu w to, czym Bóg chciał ją widzieć. Następnie 2 Kronik 29,36 mówi nam, jaki był efekt tego oczyszczenia: „I uradował się Hiskiasz i cały lud tym, co Bóg ludowi zgotował, rzecz ta bowiem dokonała się znienacka”. Lud się uradował. Tak właśnie wyglądał jego kraj, tak wyglądała jego duchowa rzeczywistość zanim się stało to, o czym mówiłem poprzednio.
Żeby nie przedłużać w skrócie powiem, że Hiskiasz wypowiedział posłuszeństwo Asyrii. Był to wspaniały bunt, który podobał się Bogu. Kiedy jednak nadciągnęła potęga Asyrii, Hiskiasz zaczął wątpić. Asyryjczycy bluźnili przed murami Jeruzalem. Hiskiasz zrobił coś, co było najcudowniejszą rzeczą, jaką mógł zrobić. Gdy otrzymał od Asyrii list, poszedł i rozwinął go w świątyni, mimo że wrogowie się śmiali, on płakał z rozwiniętym listem i powierzył to Panu, a Pan usłyszał go i odpowiedział. W pierwszej części zakończyłem to kazanie mówiąc: „Pewnego dnia, kiedy ty dostaniesz taki list od Asyrii, to może dotyczyć twojego zdrowia, to być może lekarz powie coś, co zupełnie wszystko zmieni, może szef wyrzuci cię z pracy – to może być zwolnienie, to może być coś strasznego, możesz stawać przed Panem z otwartym listem i wołać do Pana. Będzie wspaniałym zwycięstwem, kiedy legiony diabelskie zawrócą, kiedy moc zła musi zawracać, kiedy szatan musi odstąpić od łóżka naszych dzieci, od naszej choroby, od naszej rodziny, od tego, czym jesteśmy. Odnosimy zwycięstwo w Panu!”.
To jednak nie przychodzi wszystko tak sobie. Zobaczcie, Hiskiasz doprowadził do tego, że do jego kraju wróciły śpiew, modlitwa i przesłanie o świętości. Gdy Asyryjczycy stanęli u wrót miasta, Jerozolima nie była już miejscem bezbożności, lecz wierności i odnowy. Kiedy zło stanie u wrót twojego domu, przyjdzie na twoje dzieci i rodzinę, nie możesz być znaleziony w miejscu odstępcy, w miejscu zła, w miejscu, gdzie właściwie nie wiesz, gdzie teraz szukać Boga! Ludzie potem biegają z konferencji na konferencję, latają od jednego Amerykanina do drugiego, żeby ktoś na nich położył rękę. Szukają takiego duchowego fast-foodu: podjeżdżasz, mówisz, co chcesz i odjeżdżasz. Nie ma duchowego McDonalda, nie ma duchowego fast-foodu! Trzeba przygotować sobie miejsce. Hiskiasz stał na murach i nie musiał się wstydzić. Bóg Cię powołał, twoje dzieci zasługują na Bożego rodzica, twoja firma na Bożego pracownika, twój zbór na Bożego człowieka, zasługują na to dla Bożej chwały.
2 Kronik 32,7-8: „Bądźcie odważni i dzielni, nie bójcie się ani się nie lękajcie króla asyryjskiego ani tej tłuszczy, która jest z nim, gdyż z nami jest ktoś większy niż on. Z nim jest ramię cielesne, z nami jest Pan, nasz Bóg; On nam pomoże i stoczy za nas boje. Na te słowa Hiskiasza, króla judzkiego, lud nabrał otuchy”. Zobaczcie, Hiskiasz stawał się świadectwem. To są jakby te rzeczy, które działy się w tle, o których wczoraj nie miałem czasu wspomnieć. Kochani, moje przesłanie dzisiaj do was brzmi: Zanim nadejdą złe dni, musimy odnowić nasze życie, usunąć bałwany i przywrócić w kościele służbę modlitwy, czystości, usunąć z naszego życia korupcję, która jest cielesnym ramieniem tego świata. Tak pragnę w Panu chodzić, przebywać w Nim wszędzie i we wszystkim, co czynię.
Było dla mnie niesamowitym przeżyciem, kiedy ostatnio usługiwałem na jednej z młodzieżowych konferencji i zacząłem mówić o usuwaniu korupcji z życia ludzkiego. Duch Święty zaczął pokazywać dziesiątkom młodych ludzi, ile skorumpowanych rzeczy jest w ich życiu, które nazywają się zawsze inaczej. Ostatnio kupiłem sobie gazetę z ogłoszeniami o sprzedaży samochodów. Zobaczyłem, jak bardzo pogłębia się korupcja. Jakaś firma, która gwarantowała uczciwość i rzetelną robotę, pisze w swojej reklamie, że nawet potrafią tak ustawić przebieg samochodu, żeby było dobrze. Polecają regulację przebiegu w domu klienta, nawet elektronicznie. Krótko mówiąc, chcą oszukać ludzi. Jakkolwiek by to jeszcze inaczej nazywać – korupcja przyjmuje różne imiona. Szatan ma zawsze bogaty język i nazywa rzeczy różnie. Dziś nieprawości uczy się od przedszkola, przekupni są egzaminatorzy i profesorowie na uniwersytetach, policja, sądy, prasa, lekarze, a garstka z nich, która wiedzie prawe życie, jest pośmiewiskiem i uważa się ich za rasę na wymarciu. Owoce tego oglądamy pod religijnymi sztandarami bezbożnej codzienności.
My dzisiaj nie mamy świątyni Starego Testamentu, ale Bóg nadal chce spotykać się z nami w Miejscu Najświętszym. Słowo Boże rzuca nam dzisiaj wyzwanie: Czy wiecie, że świątynią Ducha Świętego jesteście? Czy wiecie, że On chce się z wami spotykać? Czy wiecie, że również jest wróg, który chodzi jak lew ryczący? Słuchajcie uważnie, służba w świątyni Ducha Świętego w naszym życiu musi być odnowiona! Nie musimy jechać ani do Jerozolimy, ani do Mekki (tak jak wyznawcy innej religii), nie musimy robić wszystkich tych rzeczy, ale służba nadal istnieje i Miejsce Święte istnieje nadal, bo nadal jest Święty Bóg! A tam, gdzie Święty Bóg spotyka się z człowiekiem, jest Miejsce Święte z powodu tego spotkania.
Hiskiasz wygrywa bitwę z Asyrią za pomocą modlitwy i cały naród widzi, jak pobita Asyria odchodzi sprzed murów Jeruzalem. Potem nadchodzą najlepsze dni w życiu Hiskiasza. Lud kochał go, wszyscy widzieli, że stał wiernie w najgorszych chwilach. Był bohaterem rozmów i opowieści. Być może niektórzy ludzie śpiewali nawet o nim piosenki. Opowiadano o nim jak o bohaterskim królu.
2 Kronik 32,22-24 mówi nam: „Tak to Pan wybawił Hiskiasza i mieszkańców Jeruzalemu z ręki Sancheryba, króla asyryjskiego, i z ręki wszystkich jego nieprzyjaciół i użyczył im pokoju ze wszystkich stron. Wielu przynosiło wtedy do Jeruzalemu dary dla Pana, a klejnoty dla Hiskiasza, króla judzkiego; od tego czasu wysoko był ceniony przez wszystkie narody”. Pamiętacie go, kiedy się przestraszył? Na poprzednim wykładzie mówiliśmy, że gdy Hiskiasz przestraszył się potęgi Asyrii i zwątpił, zdarł złoto nawet ze słupów świątyni, byle posłać to szatanowi, choć i to go nie zatrzymało przed nadejściem. Przenieśliśmy to na nasz grunt, że właśnie my pozbywamy się tego, co jest piękne, idąc na kompromis, aby zatrzymać diabła. Ale zobaczcie teraz, oto Hiskiasz wygrał, kiedy stał się bohaterem wiary, gdy zdobył poważanie, to Słowo Boże mówi, że ludzie przynieśli dary do Jeruzalemu dla Pana, a klejnoty dla Hiskiasza. Wróciły złoto, klejnoty i bogactwo – dużo więcej niż kiedykolwiek. Wróciły szacunek i powodzenie, przyszły piękne, słoneczne dni. Hiskiasz z dumą mógł przechadzać się po ulicach swoich miast, z dumą mógł nazywać siebie królem, a jedno z największych imperiów tamtych czasów z lękiem spoglądało w stronę Jeruzalemu i póki co, nie byli gotowi, żeby tam pójść. Padł na nich strach. W trudnych chwilach, które przeszły, Hiskiasz nauczył się lekcji, którą my powinniśmy się nauczyć. W trudnych chwilach musimy patrzeć na motywy naszych modlitw, nasze serce i to, czego prawdziwie chcemy, gdy się modlimy.
Teraz wydaje się, że nic nie może się stać. Tu zaczyna się jakby zupełnie inna opowieść. Tu zaczyna się coś zadziwiającego. 2 Królewska, 20 rozdział powiada nam: „W owych dniach Hiskiasz śmiertelnie zachorował...”. Gdy wydawało się, że wszystkie jego problemy zostały rozwiązane, Hiskiasz śmiertelnie zachorował. „Wtedy przybył do niego prorok Izajasz, syn Amosa, i rzekł do niego: Tak mówi Pan: Uporządkuj swój dom, gdyż umrzesz, a nie będziesz żył. Wtedy Hiskiasz obrócił się swoją twarzą do ściany i modlił się do Pana tymi słowy: Ach, Panie! Wspomnij, proszę, że postępowałem wobec ciebie wiernie i szczerze i czyniłem to, co dobre w twoich oczach. Następnie Hiskiasz wybuchnął wielkim płaczem. A zanim jeszcze Izajasz wyszedł ze środkowego podwórca, doszło go słowo Pana następującej treści: Wróć się i powiedz Hiskiaszowi, księciu mojego ludu, tak: Tak mówi Pan, Bóg Dawida, twojego praojca: Słyszałem twoją modlitwę, widziałem twoje łzy. Otóż, uleczę cię, trzeciego dnia wstąpisz do świątyni Pana. Dodam też do twojego życia piętnaście lat i wyrwę ciebie i to miasto z mocy ręki króla asyryjskiego, i osłonię to miasto przez wzgląd na ciebie i przez wzgląd na Dawida, mego sługę. Następnie Izajasz polecił: Przynieście placek z fig. A gdy przyniesiecie i położycie go na wrzód, zagoi się. Hiskiasz zaś zapytał Izajasza: Jaki jest znak tego, że Pan mnie uleczy i ja wstąpię trzeciego dnia do świątyni Pana? A Izajasz odpowiedział: Taki będzie dla ciebie znak od Pana, że spełni Pan słowo, które wypowiedział: Czy cień ma posunąć się o dziesięć stopni, czy ma się cofnąć o dziesięć stopni? Hiskiasz odpowiedział: To łatwe dla cienia posunąć się o dziesięć stopni; nie, niech raczej cień cofnie się wstecz o dziesięć stopni. Zawołał tedy prorok Izajasz do Pana i ten sprawił, że cień cofnął się o dziesięć stopni wstecz na schodach Achaza, z których już zszedł”.
„W tym czasie wysłał Merodach Baladan, syn Baladana, król babiloński, do Hiskiasza list wraz z upominkiem, ponieważ słyszał, że Hiskiasz chorował. Hiskiasz wysłuchał posłów i pokazał im cały swój skarbiec, srebro i złoto, i wonności, i drogocenne olejki, i zbrojownie, w ogóle wszystko, co znajdowało się w jego skarbcach; nie było takiej rzeczy, której by Hiskiasz nie pokazał w swoim domu i w całym swoim władztwie. Wtedy przyszedł prorok Izajasz do króla Hiskiasza i zapytał go: Co powiedzieli ci mężowie i skąd przyszli do ciebie? A Hiskiasz odpowiedział: Przyszli z dalekiej ziemi, z Babilonu. Pytał tedy dalej: A co widzieli w domu twoim? Hiskiasz odpowiedział: Wszystko, co jest w moim domu, widzieli; nie było takiej rzeczy, której bym im nie pokazał w moich skarbcach. Wtedy Izajasz rzekł do Hiskiasza: Słuchaj słowa Pana! Oto idą dni, że wszystko, co jest w twoim domu, i wszystko, co nagromadzili twoi ojcowie do dnia dzisiejszego, zostanie zabrane do Babilonu, a tu nic nie pozostanie, mówi Pan. A z twoich wnuków, którzy od ciebie będą pochodzić, z ciebie zrodzonych, wybiorą niektórych, aby zostali podkomorzymi w pałacu króla babilońskiego. Wtedy Hiskiasz rzekł do Izajasza: Dobre jest słowo Pana, które wypowiedziałeś. Pomyślał bowiem: Czemu nie, wszak za moich dni będzie panował pokój i bezpieczeństwo. Pozostałe zaś sprawy Hiskiasza i cała jego potęga, i to, że zbudował zbiornik na wodę i wodociąg i że doprowadził wodę do miasta, zapisane jest w Księdze Dziejów Królów Judzkich. I spoczął Hiskiasz ze swoimi ojcami, a władzę królewską po nim objął Manasses, jego syn” (2 Królewska 20,1-21).
Oto kolejny rozdział życia Hiskiasza. Jakby dzieli się na dwie części – pierwsza opowiada o śmiertelnej chorobie Hiskiasza, a druga o wizycie z Babilonu. Obie są połączone Bożym Słowem skierowanym do Hiskiasza. Hiskiasz śmiertelnie zachorował wtedy, kiedy wydawało się, że jego problemy zostały rozwiązane. Bóg nas bardzo miłuje, On nas kocha i nie chce, żeby ktokolwiek zginął. Dlatego przychodzi do Hiskiasza i nie chce, żeby Hiskiasz całkowicie się zatracił. Hiskiasz zostaje uprzedzony Słowem Bożym: Uporządkuj swój dom, gdyż zbliża się czas, aby odejść! Kochani przyjaciele, bracia i siostry, jak wygląda dzisiaj wasz dom? Jak wygląda wasza rodzina, wasze życie? Czy gdyby dziś przyszło wam odejść, czy jesteście uporządkowani? Niektórzy ludzie są przyzwyczajeni, że kaznodzieja za kazalnicą zadaje takie pytania i mówią: „No dobra, przejdź dalej”. Nie, nie przejdę dalej! Ja naprawdę pytam, czy nasze życie jest gotowe? Czy Pan nas widzi? My wiemy, Biblia przecież mówi, że widzi. Ale czy ty widzisz to, co widzi Pan? Kwestia postawy serca i bardzo ważna duchowa prawda. Dzisiaj zostaliśmy wezwani Słowem Bożym, aby się modlić: „Panie, badaj moje serce. Pokaż mi Panie, jak Ty mnie widzisz, abym i ja siebie zobaczył Twoimi oczami”. Jak wygląda dziś nasza sytuacja?
Niesamowity jest dla mnie drugi werset: „Wtedy Hiskiasz obrócił się swoją twarzą do ściany i modlił się do Pana tymi słowy...”. Kochani, oto Hiskiasz odwrócił się do ściany – czasami tylko tyle zostaje. Ta ściana jest dla mnie symbolem czegoś więcej. Ściana i Pan. „Panie, nie mam już gdzie iść! Dalej już jest tylko ściana, już nic nie mogę zrobić!”. Wcześniej Bóg mu pokazał swoją wierność, zwyciężył armię, która była nie do zwyciężenia, a teraz choroba pożera króla i król płacze: „Panie, w moim życiu jest ściana, już nie wiem dokąd mam pójść. Brak mi teologii, brak mi poznania, brak mi wszystkiego. Nie chcę patrzeć na nic innego, tylko na Ciebie!” – odwrócił się do ściany. Czy mieliście kiedyś w swoim życiu czas ściany? Czy byliście w czasie ściany, kiedy to człowiekowi niczego się nie chciało, tylko w ścianę się patrzył? Może nie była to ściana z betonu, ale w twoim życiu stała jakby ściana. Dalej nie dało się już iść. Ściana i Pan. Nie ma już gdzie iść, nie ma już co zrobić. Hiskiasz nie wznosił wysoko głowy. Zobaczył, że niewiele radości daje mu zwycięstwo i poważanie. Gdy śmierć chce człowieka pochłonąć, co mi z tego wszystkiego? W tym bólu i pokorze Pan znów go słyszał.
Czasami my jako ludzie wojujemy o nasze sprawy. Czasami toczymy o coś spory. Miałem kiedyś dobrego przyjaciela. On zawsze toczył spory doktrynalne z innymi ludźmi. O, jaki był dzielny! Każdemu dał radę! Mógł się spierać ze świadkami, z baptystami, z kimkolwiek. W jego życie przyszedł pewien problem. Pewnego dnia poszedł do lekarza i otrzymał od niego badania. Kiedy wyszedł z lekarskiego gabinetu, już nic go nie obchodziło. Nie był już zainteresowany żadnymi sporami, poszedł do domu i zapłakał. W jego życiu zaczęła się lekcja o prawdziwym duchowym poznaniu.
Czasami wydaje się nam, że coś jest strasznie ważne. Ale szef, lekarz lub któryś z ukochanych domowników lub bliskich może wam powiedzieć taką wiadomość, która pozbawi sensu wszystkie dyskusje. Przychodzi czas ściany, kiedy całe nasze poznanie i nasze przygody z przeszłości nic nie znaczą – potrzebujemy Pana dziś, tutaj, teraz, aby uczynił coś z naszym życiem. Na to mogą być różne reakcje. Hiskiasz nagle usłyszał, że jest śmiertelnie chory i nie będzie w życiu wszystko tak, jak sobie wyobrażał. Pomyślcie, on był młodym człowiekiem, pełnym siły; zwyciężył Asyrię, w jego kraju nastał pokój – jaki wspaniały czas na radość, czas, by cieszyć się tym, co zyskał. I nagle przychodzi śmiertelna choroba, pozbawia go tej radości i roztacza ciemność nad wszystkim, co nazywa się przyszłość. Hiskiasz zwraca się do ściany, aby spotkać się tylko z Panem, aby odejść z odpowiedzią. Odwraca się do ściany i nie wątpię w to, że gorzko płacze.
Lecz jakże różne mogą być reakcje. Chcę wam kochani coś teraz pokazać w Słowie Bożym. Podstępne jest ludzkie serce – czasami nie chcemy czekać na Pana. Chcę opowiedzieć teraz jeszcze jedną historię pewnego człowieka. W takiej sytuacji człowiek musi zdecydować czy chce się modlić, czy zamierza polegać na ludzkich sposobach. Biblia opisuje innego człowieka, który również nie otrzymał w życiu tego, co chciał. Też mu się nie tak całkiem powiodło, jak tego by pragnął i również odwrócił się do ściany. To był Achab. Jak bardzo chciał mieć pewne pole, pewną ziemię. Ale właścicielem ziemi był sprawiedliwy mąż, którego w żaden sposób nie dało się skorumpować. Słowo Boże mówi nam w 1 Królewskiej 21,4-5: „Achab odszedł do swojego domu posępny i gniewny z powodu odpowiedzi, jaką mu dał Jezreelczyk Nabot, mówiąc: Nie odstąpię ci dziedzictwa po moich ojcach. Potem położył się na łożu swoim i odwrócił się twarzą do ściany i nie przyjmował posiłku. A gdy przyszła do niego Izebel, jego żona, zapytała go: Czemu jesteś taki posępny i nie przyjmujesz posiłków?”. Przyszła Izebel. Słowo Boże nam o niej mówi – ona przychodzi czasami do kościoła. Objawienie Jana nam mówi, że może ona przyjść nawet do kościoła i zadać mu to same pytanie: „Przepraszam kochani bracia i siostry, czemu jesteście tacy smutni? Ja mam sposób, jak wyjść z waszych problemów. Pomogę wam”. Tu mamy podobną sytuację – nie słychać modlitwy, bo Izebel ma dla niego cielesną odpowiedź. Końcem jej odpowiedzi jest krew, śmierć i przekleństwo. Oczywiście nie zapomnijcie, że Izebel duchowo przychodzi do kościoła, tak nas uczy apostoł Jan. Zwołany zostaje post i modlitwa. Oni nie biorą od razu noży, najpierw mają post, modlitwę i czas pobożnych min na twarzy. Tak, ogłosili post i postawili Nabota wśród ludu na przedzie, mówi Słowo Boże: „Potem przyszli dwaj nikczemni ludzie, zasiedli naprzeciw niego, i ci nikczemni ludzie złożyli wobec całego ludu takie świadectwo przeciwko Nabotowi: Nabot bluźnił przeciwko Bogu i przeciwko królowi. Wyprowadzili go tedy poza miasto i ukamienowali. I umarł. Następnie posłali do Izebel wiadomość, że Nabot został ukamienowany i nie żyje”. Sprawa załatwiona! Królu, odwróć się od ściany, mamy dla ciebie rozwiązanie! Jakże często cielesne rozwiązania dla kościoła powodują tylko spór, płacz, niezgodę i podział. Jeśli ktoś jest wystarczająco długo w kościele, widział wiele w swoim życiu. Nie wszyscy ludzie chcą kochać Pana Jezusa i nie myślcie, że Bóg się w to nie wtrącił. Nie myślcie, że dla tamtego kościoła nie było odpowiedzi!
Do króla Hiskiasza przyszedł prorok z odpowiedzią od Boga, również do Achaba przyszedł prorok: „Wtedy doszło Eliasza Tiszbity słowo Pana tej treści: Wstań, wyjdź na spotkanie z Achabem, królem izraelskim, który mieszka w Samarii, a obecnie jest w winnicy Nabota, dokąd poszedł, aby ją objąć w posiadanie” (1 Krl 21,17-18). Widzimy jak ten odstępczy kościół, odstępcze chrześcijaństwo, krwią, ogniem i mieczem zdobywa za pomocą kłamstwa to, co chce. „I głupi rzekł w sercu swoim: Nie ma Boga!”. A na innym miejscu mówi psalmista, że głupiec rzekł, że Bóg nie będzie dochodził. My wiemy ze Słowa Bożego, że będzie dochodził, bo krew woła do Niego. Już Kain myślał, że Bóg nie będzie dochodził. Achab przekonał się, że Bóg ma ostatnie słowo: „I powiesz mu tak: Tak mówi Pan: Dokonałeś mordu i już objąłeś w posiadanie? Powiedz jeszcze tak: Tak mówi Pan: W miejscu, gdzie psy lizały krew Nabota, psy będą lizać również twoją własną krew. A Achab odpowiedział Eliaszowi: Już mnie znalazłeś, wrogu mój? A on odpowiedział: Tak, znalazłem, gdyż całkowicie się zaprzedałeś, aby czynić to, co złe w oczach Pana” (1 Krl 21,19-20).
Chcę wam coś powiedzieć. Pewnego dnia stanąłem za kazalnicą i powiedziałem bardzo ostre słowa przeciwko ekumenii, która spowodowała, że my, protestanci, my, którzy jesteśmy dziedzicami bogactwa, za które nasi ojcowie zapłacili krwią, gdy stali na stosach i umierali w więzieniach pozbawieni wolności za miłość do Słowa Bożego, możemy czytać tę Biblię. Ich oczy cierpiały w ogniu stosów, żebyśmy mogli czytać tę Biblię! Dzisiaj Achabowie naszych czasów podają rękę papieżowi, podają rękę współczesnym kościołom New Age, islamowi i różnego rodzaju religijnym zwiedzeniom i mówią: „To jest to samo, co my, tylko trochę inaczej się nazywa”. To nie jest to samo, to są ludzkie sposoby działania mieczem, polityką i znajomością – to zupełnie co innego. Gdy to powiedziałem okazało się, że wielu „światłych” ludzi dało się tak zwieść, iż nie widzą w nas braci z powodu nauki o Pięćdziesiątnicy, Duchu Świętym i cudach, ale widzą braci w czcicielach innych bogów. Wracajmy jednak do naszego tematu.
Słowo Boże mówi, że na takie morderstwo Bóg nie przymyka oczu. Krew woła do Niego z ziemi. Kiedyś głosiłem w naszym zborze wykład oparty na Starym Testamencie i powiedziałem moim zborownikom: „Są rzeczy, o które krew woła do Boga – i nie myślcie, że coś się zmienia. Bóg nie oślepł!”. Jedną z tych rzeczy jest, jeżeli krzywdzisz sierotę i wdowę – woła to do Boga. Drugą z tych rzeczy jest, jeśli zabierasz zarobione pieniądze swojemu pracownikowi. O, gdyby usłyszał to dzisiaj nasz biznes! To woła do Boga o sprawiedliwość. To, co wam mówię, to Słowo Boże. Poszukajcie tego w Biblii. Nie mam teraz przy sobie tych wersetów. Inny mówi, że krew brata woła do Boga. Są rzeczy, które do Niego wołają. Oto widzieliśmy dwóch ludzi, którzy mieli taki czas przed ścianą, wybrali jednak inne drogi, jeden poszedł drogą Bożą, drugi zaufał człowiekowi i cielesnej radzie.
Lecz Hiskiasz wołał tylko do Pana, odwrócony plecami do świata; przed sobą miał ścianę i tylko Bóg miał rozwiązanie. Być może jakaś Izebel by się znalazła, ale sytuacja była trudna. Trzeci werset pokazuje nam jego serce: „Ach, Panie! Wspomnij proszę, że postępowałem wobec ciebie wiernie i szczerze i czyniłem to, co dobre w twoich oczach. Następnie Hiskiasz wybuchnął wielkim płaczem” (2 Krl 20,3). Pan Bóg, kochany nasz Bóg, który ciebie i mnie też umiłował, zobaczył królewskie łzy, zobaczył jego skruszone serce i posłał słowa przez proroka Izajasza. Posłał słowo szybciej, niż nawet sam Izajasz się spodziewał. Prorok wyjść nie zdążył, a już musiał wracać. Boża odpowiedź była dobrą nowiną.
Hiskiasz leżał na łożu boleści i wspominał króla Dawida – wskazują na to jego słowa. Gdy przeczytacie o tym, jak płakał, to widać od razu, że wspominał króla Dawida i dobrą Bożą sprawiedliwość, o jakiej czytamy w naszej Biblii i którą miłujący Boga ludzie czynią realną każdego dnia.
Tęsknicie dzisiaj za nią? Wiecie jak ja tęsknię, żeby zobaczyć w Polsce dobrą Bożą sprawiedliwość w ludzie Bożym? Wam się może wydawać, bracia i siostry, że ja mówię teraz coś o polityce, ale ja mówię coś o życiu. Czy nie tęsknicie za tym, żeby pójść do pracodawcy, który będzie sprawiedliwy? Wiecie jak zmieniłoby się w naszym kraju, gdyby jeden człowiek stanął u władzy, podobny do króla Dawida, który powiedziałby „nie” korupcji, który nazwałby pewne rzeczy po imieniu. Jak bardzo brakuje sprawiedliwych ludzi w Polsce. Nigdy w tym kraju nie mieliśmy przebudzenia. Może troszeczkę zahaczyło nas przebudzenie z Moraw, ale jeszcze nigdy w tym kraju Boża sprawiedliwość tak nie płonęła, żeby ludzie z płaczem wybiegali na ulice. Ja tak bardzo tego pragnę! Zaczynając od Chrystusa, patrząc na wielu Bożych ludzi, nie powinniśmy wątpić. Warto być człowiekiem prawym i dobrym, warto chociażby dlatego, że kochasz Pana. Chwała niech będzie Jezusowi!
Jak mało jest dzisiaj takich ideałów, ludzi, na których patrząc moglibyśmy powiedzieć: „To jest prawy człowiek”. Popatrzcie, na kogo muszą patrzeć nasze dzieci. Nie wiem, jakich bohaterów będą opisywać podręczniki historii naszych czasów. Kiedy czyta się historię z dawnych czasów, to mamy dobrych i złych. Kogo będzie opisywać historia naszych dni? Amerykanie są błogosławionym narodem. Oni mieli kiedyś człowieka, który nazywał się Abraham Lincoln, wcześniej jeszcze człowieka o imieniu George Washington; mieli ludzi, którzy pokazali, że sprawiedliwość buduje wielki naród. Na co patrzą dzisiaj nasze dzieci? Jakie wzorce mają dzisiaj? Kiedy byłem małym chłopcem, miałem 6 lat, mama brała mnie do sklepu. W sklepie sprzedawali takie zestawy zabawek: „Mały doktor”, „Mały fryzjer”. Były tam jakieś plastikowe nożyczki i plastikowe słuchawki, parę buteleczek, które udawały lekarstwa, czy plastikowa brzytwa. Zabierzcie dzisiaj dzieci do sklepu: „Mały gangster”, „Mały bandyta”, „Mały mafiozo” – kajdanki, karabiny, granaty, demony. Oto przesłanie Izebel naszych dni.
Duch Święty wzywa nasz naród. Polska jeszcze nigdy nie widziała Bożej sprawiedliwości. Odkąd Jan Kazimierz powierzył nasz naród demonowi, który przyjął postać matki Pana Jezusa, ponosimy klęskę za klęską. Nędza goni nędzę. Na naszych ulicach przeklęta już jest każda latarnia, każda płytka chodnikowa i każdy samochód. Dokąd my zmierzamy?
Chcę wam pokazać historię króla Hiskiasza. Ktoś może stąd wyjść i powiedzieć: „Bracie Kulec, jeszcze jesteś młody i wierzysz w ideały”. Żebyś wiedział, że wierzę. Wolę umrzeć, jeżeli mam nie wierzyć w te ideały. Wolę dzisiaj nie żyć, jeżeli nie będę kiedyś oglądał, że ten kraj spotka kiedyś Boga. Jeżeli ten kraj ma nigdy nie spotkać Pana, to ja już nie chcę żyć. Moje życie wtedy nie miałoby sensu.
„Hiskiaszu, masz 15 lat, w ciągu których daję ci pokój” – powiedział Pan. O, warto być człowiekiem prawym. Hiskiasz wtedy spojrzał i mówi: „Izajaszu, a jaki jest znak od Pana, że mnie uleczy?”. Nie wiem, co to była za choroba – w tamtych dniach nie było aparatury. Biblia mówi, że to był jakiś wrzód. Coś strasznego się na nim tliło. Może to był rak albo jakaś inna rana, wrzód. Hiskiasz dostał poselstwo o uzdrowieniu, ale musiał przyłożyć lekarstwo. Chcę wam powiedzieć – Bóg tak samo jak jego, tak i was będzie uczył cierpliwości. Będzie mnie uczył cierpliwości, której mi brakuje i czekania na Pana. Jest dla mnie coś niesamowitego w tej historii. Powiedzcie, co jest łatwiej: uzdrowić wrzód czy cofnąć cień o dziesięć stopni? Gdyby wziąć życie każdego z nas i dodać wszystkie lata razem, a do tego dodać jeszcze trochę tysięcy – i tak by nam nie wystarczyło życia, żeby dolecieć tym, co dzisiaj mamy na Słońce i wrócić. Zobaczcie, jakie odległości są stąd do Słońca. Chcę wam powiedzieć – cały wszechświat jest precyzyjny jak szwajcarski zegarek albo jeszcze lepiej. Każda rzecz zazębia się z sobą i cały wszechświat, miliardy galaktyk współdziałają z sobą w cudownej jedności. Tak Bóg stworzył to wszystko. Co było łatwiej – cofnąć cały ten mechanizm o dziesięć stopni, żeby cofnął się cień na ziemi czy uzdrowić jeden wrzód? Patrząc na to ludzkimi oczami: Bóg mu kazał brać lekarstwo na wrzody, a w tym samym czasie cofnął bieg słoneczny, żeby pokazać, kim naprawdę jest! Może łatwiej jest uzdrowić wrzód, ale Pan nie szukał dla Hiskiasza tego, co jest łatwiejsze, Pan szukał tego, co pokaże bardziej chwałę Bożą! To jest dla mnie tylko pocieszenie. Nie martwi mnie to.
„Panie, jeżeli możesz mi pokazać dzisiaj Twoją chwałę, to jestem w stanie przeżyć, jeśli nawet będzie trochę trudniej. Ale Twoją chwałę oglądać warto!”. Amen? Alleluja! Ja w to wierzę. Jest pewna Boża sprawiedliwość, której dzisiaj narody nie chcą widzieć. Zobaczcie, jak przeczą same sobie prawa Unii Europejskiej. Nie wolno ci zbić dziecka. Prawo zabrania ci zbić go, ukarać go za jego przewinienia. Ale to samo dziecko, zanim się urodzi, możesz pociąć na kawałki, usunąć z macicy i spuścić w ubikacji. Nie wolno ci kopnąć psa na ulicy, chociaż, gdybyś go zabił, to by mu pomogło w jego nieszczęsnym bezdomnym żywocie, bo zaraz przyjadą postarzałe feministki z „zielonymi” i wsadzą cię do więzienia, ale możesz własnemu ojcu odłączyć aparaturę w szpitalu – żeby się stary człowiek nie męczył. To są zasady tego świata. Ja wierzę, że jest gdzieś słońce Bożej sprawiedliwości, wierzycie w to? Czasami jakby go nie widać, ale ono musi wzejść w naszym życiu.
Bóg będzie nas uczył tego: wrzód się goił, słońce się cofało i to nie były nasze metody, ale Boża potęga – aby świat zobaczył, kim On jest. Zdrowy i szczęśliwy Hiskiasz zaczyna żyć pełnią życia i wraca do swoich obowiązków. Ale zapomina, że diabeł chodzi jak lew ryczący. W jego życiu pojawiają się nowi „przyjaciele”. Usłyszeli gdzieś daleko jego świadectwo.
Pewnego dnia w jego domu rozlega się pukanie, a może prędzej posłowie przychodzą, bo to był król. Do nas pewnie zapukają. Przychodzą przyjaciele z Babilonu: „Dzień dobry Hiskiaszu. Chwała Panu Bogu, słyszeliśmy, że jesteś już uzdrowiony”. Oni wierzą w inną religię, mają innego Boga i wyznają inną rzeczywistość. Są nasieniem i zalążkiem jednego z najbardziej nieprawych systemów tego świata, ale wmawiają mu, że mają wspólny cel i wspólnego wroga – Asyrię.
Chcę wam teraz powiedzieć coś duchowo bardzo ważnego. Jeśli jesteście z jakiegokolwiek zboru czy zgromadzenia, nie wystarczy się z czymś wspólnie nie zgadzać albo zgadzać, żeby być braćmi. To za mało. Nie wystarczy umówić się, że mamy na nazwisko Kowalski, trzeba być synem lub usynowionym przez Kowalskiego. Co mnie czyni bratem? By być braćmi trzeba mieć jednego ojca, a nie wspólnego wroga. Żeby być braćmi trzeba mieć jednego Ojca, trzeba być jednej wiary, jednego chrztu – i to w śmierć Chrystusa, jednego celu, jednej miłości, jednego duchowego kościoła. Amen! To jest to, co czyni mnie bratem. Nie dlatego jestem bratem Marka, że razem nie lubimy jakiegoś polityka, nie dlatego jestem bratem Andrzeja, bo nie lubimy kogoś jeszcze. Jesteśmy braćmi, bo narodziliśmy się na nowo z tego samego Ojca! Chwała niech Mu będzie!
Hiskiasz otworzył swoje życie na ludzi, z którymi łączy go jedynie wspólny wróg i nic więcej. Już widziałem takie podzielone grupki z kościołów, takich skłóconych z pastorem i zborownikami ludzi. Oni lubią się gdzieś zebrać na duchową herbatę, na jakieś tajemne spotkanie przeciwko pastorowi lub liderowi. Jacy oni są wtedy jedno! Ale ich nie łączy Chrystus, ich tylko łączy wspólny wróg, którym jest sprawiedliwość lub może nawet czyjaś niedoskonałość.
Ekumenizm – to jest dokładnie to. Słuchajcie, ja nie potrzebuję ekumenii. Jezus jest twoim Panem? Amen, Jezus jest i moim Panem. Narodziłeś się na nowo? Ja też się narodziłem. Bóg jest twoim Ojcem? Jest i moim. Jesteśmy więc braćmi i nie musimy podpisywać żadnego dokumentu.
Hiskiasz otwiera drzwi na ekumenię tamtych czasów. Wspólni wrogowie, a poza tym wszystko inne. Dlaczego to jest niebezpieczne? Bo kiedy wrogowie znikną, to dziwni przyjaciele dalej pozostaną i co wtedy będzie wspólne? Dlatego głupio jest się łączyć z powodu niezadowolenia z doktryn, niezadowolenia z tego, że nam nie pasuje krawat pastora, niezadowolenia z niewiadomo czego. Bo jeśli wszystko, co nas łączy to tylko wspólny wróg, to kiedy wróg już odejdzie, to powiedzcie, co nas będzie łączyć? Nic.
Popatrzcie na Rosję i USA w czasie drugiej wojny światowej. Stalin i Roosevelt byli wspaniałymi przyjaciółmi, bo mieli wspólnych wrogów. Ameryka i Rosja byli wspaniałymi kolegami. Kiedy brakło wspólnego wroga, okazało się, że największymi wrogami dla siebie są oni sami.
Hiskiasz wpuszcza tych kolegów, którzy mu wmawiają, że mają tego samego boga, tylko inaczej wierzą. „Wy się modlicie tak, a my trochę inaczej”. Myślę, że jednym z jego motywów musiała być chęć pokazania, że nie jest gorszy od nich i pozyskania ich jako przyjaciół. Chciał zagrać przed nimi młodego człowieka sukcesu. Wiecie, sukces nie jest grzechem. Nie chcę tu powiedzieć, że sukces jest grzechem. Grzechem jest pycha i chęć wyeksponowania siebie poprzez sukces, który dał ci Bóg.
Werset 13 pokazuje nam dramat: świeckość i Babilon siedzą z przyjacielskim uśmiechem w skarbcach Hiskiasza. Pokazał im wszystkie skarbce i nie było niczego, czego by im nie pokazał. Babilon z uśmiechem siedzi w skarbcach Hiskiasza – wszystko dla nich jest otwarte. Biblia mówi nam o kościele coś zupełnie innego. Pieśń nad Pieśniami mówi nam: „Ogrodem zamkniętym jest moja siostra, oblubienica, ogrodem zamkniętym, źródłem zapieczętowanym” (Pnp 4,12). Jak Hiskiasz walczył z Asyrią, to zapieczętował źródła i zatrzaśnięto bramy. Tylko kontakt z Panem był jego życiem. Teraz Babilon siedzi w skarbcach Hiskiasza – ekumenia na całego. Czyżby Oblubienica już nie była źródłem zamkniętym? Jest, zawsze nią będzie.
Tamci ludzie byli rzecznikami złego. Ich podziw nie miał na celu oddanie chwały Bogu, ale sprawdzenie, jakby można posiąść to wszystko bez Boga. Dokładnie tak jest dzisiaj w świecie. Hiskiasz miał opinię króla zwycięzcy – pokonał Asyryjczyków. Wcześniej wszystkie skarby musiał oddać, ale miał ich więcej niż wcześniej. Jego osoba w politycznym świecie bardzo zaczęła się liczyć. Słowo Boże mówi nam tak: „Jednakże, gdy byli u niego rzecznicy książąt babilońskich, którzy przysłali ich do niego, aby się dowiedzieć o cudownym zdarzeniu, jakie wydarzyło się w kraju, Bóg zdał go na jego własne siły, wystawiając go na próbę, aby poznać wszystkie jego zamysły” (2 Krl 32,31). W czasie najazdu Asyrii Bóg nie zdał go na jego siły, w czasie choroby był przy nim. Teraz wydaje się, że sytuacja jest bardzo dobra, ale ekumeniści siedzą w skarbcu, Babilon grzebie w jego pieniądzach i w tym, co jest jego ozdobą i cennością. Hiskiasz zostaje zdany na własne siły. Podczas choroby Bóg był z nim, podczas choroby go podniósł, a teraz stoi sam. Teraz jest czas, aby to on wybrał czy chce stać z Bogiem. W kraju zdarzył się cud, ale Bóg jakby zadaje pytanie: „Kim jesteś Hiskiaszu?”. Mamy wiele świadectw. Każdy z was mógłby podać wiele świadectw i czasami chlubimy się tym, do czego Bóg nam pozwolił dojść. Ale kim jesteś naprawdę pokaże próba, kiedy przyjdzie ogień.
Powoli chcę zamykać to, co chcę wam dzisiaj przekazać w tym przesłaniu. Jak bardzo inaczej postąpiłby Hiskiasz, gdyby wiedział, kim są „przyjaciele” z Babilonu i jak wiele krzywdy zrobią mu ludzie, którzy dzisiaj siedzą w jego skarbcu, który był jego ozdobą i błogosławieństwem. Jednym z podstawowych błędów Hiskiasza było, że nie pokazał im Pana, a jedynie objawy Jego błogosławieństwa. Czy to nie jest modne dzisiaj w wielu naukach? Często nie wskazuje się na Pana, lecz tylko na objawy Jego błogosławieństw. Nie skierował ich oczu na Boga, ale powiedział: „Popatrzcie, co ja mam!”. I oni zamiast zapragnąć Boga, zapragnęli tych skarbów i bogactw. Pewnego dnia je zabiorą, wezmą je do siebie. Słowo się wypełni, a rozkaz Nabuchodonozora będzie okrutny. O, gdyby Hiskiasz mógł usłyszeć te słowa, które zabrzmią z surowych ust króla Babilonu: „I kazał wywieźć stamtąd wszystkie skarby świątyni Pana i skarby królewskiego domu i potłuc wszystkie złote naczynia, które sporządził Salomon, król izraelski, dla przybytku Pana, jak to zapowiedział Pan” (2 Krl 24,13). W innym miejscu Izajasz mu powiedział, że najprzedniejsi z jego ludu będą wzięci do niewoli. A słowo to wypełniło się w Księdze Daniela 1,3 „I rozkazał król Aszpenazowi, przełożonemu nad sługami dworskimi, sprowadzić niektórych spośród synów izraelskich z królewskiego i szlachetnego rodu”. I tak się wypełniło. Hiskiasz posiał pychę i za swojego życia jej nie zebrał, ale takie oto będzie żniwo. Bóg mu dał pokój w jego dniach za jego postawę. Był mężem Bożym, był błogosławionym człowiekiem, ale nie przekazał do końca świadectwa, które miał przekazać.
Dzisiaj wielu kieruje swoje oczy na pieniądze jako źródło sukcesu i poważania. Ale to Pan jest dawcą wszystkiego i na Niego ma wskazywać wszystko w naszym życiu. Czasem udajemy ludzi, którym się wiedzie, ale prawda jest taka, że to Pan nam daje. Posłuchajcie, jest taki rodzaj „ewangelii”, która kieruje oczy na skarbiec, a nie na Dawcę. I to jest fałszywa ewangelia, to nawet nie jest ewangelia, lecz zło, które ubiera to przesłanie w takie pozory. Ona kieruje oczy ludzi na skarbiec: „Patrz, co mam, uwierz w Boga, też będziesz miał”. To, co czynimy, jest dużo poważniejsze w naszych czasach i życie Hiskiasza nam to pokazuje. Kim jesteś dzisiaj, to, czym dziś jest twoje życie i do czego doszedłeś, na co kieruje to ludzkie oczy, to odziedziczą twoje dzieci. To jest też przesłanie historii o Hiskiaszu. Taka postawa może im przygotować życie pełne nędzy, biedy i niewoli. Zwracajmy oczy naszych dzieci, zwracajmy oczy Polaków na Chrystusa! Gdy diabeł widzi, że wszystko, co dla ciebie jest cenne to skarbiec, to łatwo mu uderzyć w takie coś. Ale kiedy widzi, że to, co dla ciebie jest cenne to Chrystus, wtedy uderzyć nie może.
Można pokazywać komuś na przykład nasze mieszkanie: „Popatrz jak mieszkam”. Niedawno wyremontowałem dom z roku 1933, wznosząc go prawie od podstaw. Wielu ludzi przychodzi do nas. To jest normalne, odwiedzają cię goście i pytają: „Możesz bracie oprowadzić?”. A ty pokazujesz: „O, tu mamy łazienkę, tu sypialnię, a tu kuchnia…”. Ludzie patrzą i mówią, że im się podoba, lecz wtedy ludziom mówię: „Słuchajcie, gdyby nie Bóg, to jest cud, że ja to mam! W dobroci Bożej tylko to mam!”. Można pysznić się swoim mieszkaniem, ale nie wskazać na Dawcę. Można pysznić się swoim wykształceniem i majątkiem nie widząc jak serce wpada w pychę. „Przepraszam, a pan jest magistrem?” – „No jestem, jestem…”. A może byś powiedział, że mogłeś być głupkiem, analfabetą, gdyby nie Bóg, który ci to dał – ten dar nazywa się mądrość. Ile by cię ubyło, gdybyś Go wywyższył? „O, bracie, no ja znam, ja znam. Czytam dużo, mądry jestem!”. Oby kiedyś nie było ci to zabrane! Jest prawie pewne, że diabeł pośle wam ludzi, którzy będą wam pochlebiali. Nawet dzieci można uczynić obiektem dumy i pychy, wcale nie wskazując na Pana.
Posłuchajcie uważnie, pewne jest, że to, co zawładnie naszym sercem, stanie się naszym skarbem. Na koniec nasze serce będzie tam, gdzie jest nasz skarb. Hiskiasz umiera pozostawiając lud Boży w pozornym pokoju. Rzeczywiście panuje pokój, jednak zło przeprowadziło już zwiad. Jego syn odstępca przejdzie do historii jako grzesznik. Siedział i tęsknił za rozpustą i bałwochwalstwem, kiedy jego ojciec trzymał władzę zgodnie ze Słowem Bożym. Biblia mówi nam prawdę. Hiskiasz dał całe swoje serce w służbę (2 Kronik 31,21). Są jednak dwie rzeczy, które w przyszłości przyniosą zły owoc: nie pokazał posłom z Babilonu świadectwa o Bogu, lecz zwrócił ich oczy na skarbiec i nie rozkochał swojego ludu w Panu tak, by, kiedy odejdzie, lud mógł wytrwać.
Jedną z najwspanialszych rzeczy, jaką można mieć w kościele, to nie pastor, który głosi wielkie kazania i jeden człowiek, który trzyma całą służbę, lecz cały kościół zgromadzony wokół Jezusa Chrystusa. To była siła kościoła, który pozostawili po swojej służbie Hudson Taylor i Watchman Nee w Chinach. Kiedy przyszli komuniści i próbowali rozbić kościół, to te maleńkie zgromadzenia założone przez angielskich misjonarzy, całkowicie wpatrzone tylko w swojego jednego lidera, jednego człowieka, który je założył i był ich motorem i autorytetem, rozleciały się i po dwóch latach prześladowań nie było już po nich ani śladu. Lecz kościół, który nie był oparty o jednego bohatera, jednego wielkiego kaznodzieję, ale o to, że lud Boży zgromadzał się wokół Skały, wytrwał, trwał, wzrastał i doświadczał niesamowitej mocy i potęgi Bożej. Niedawno słyszeliśmy świadectwo jednego z tych chińskich zborów, jednego z najpotężniejszych. Oni spotykają się w Chinach i Korei – Kościół Jezusa Chrystusa. Jeden z ich pastorów powiedział, że kluczem tego, że tajne służby nigdy nie mogą ich namierzyć jest to, że w ogłoszeniach nie podają, gdzie spotkają się następnym razem, lecz Duch Święty prowadzi kościół do następnego spotkania. Zadałem sobie wtedy pytanie: czy znalazłbym miejsce spotkań w następną niedzielę? Nie jestem wcale taki pewny czy znalazłbym.
Popatrzcie, gdzie dzisiaj jesteśmy. Chcę wam powiedzieć, wierzę, że w tym kraju może się coś zmienić. Ale tego nie zrobią za nas ani Amerykanie, ani Francuzi, tego nie zrobią za nas Rosjanie. Jeżeli my nie zrobimy, to nikt inny nie zrobi. Ja chcę żyć tym marzeniem. Jeżeli jest nieprawdą, to w ogóle nie chcę żyć. Niech was Pan błogosławi.
Przepraszam, że więcej czasu zabrałem, ale chciałem zakończyć to przesłanie o Bożym mężu Hiskiaszu, który żył marzeniami i któremu Bóg dał to oglądać. Niech Bóg was błogosławi. Amen.
Korekta gramatyczna: Izabela Turtoń.
Źródło: www.zbor.org. Artykuł zamieszczony za zgodą autora.
|