www.protestanci.org
rozmiar: 8553 bajtów
 o nas
 historia serwisu
 współpracuj z nami
dodaj do ulubionych
ustaw jako startową
najważniejsze przesłanie
buziaczek!
serwis teologiczny
  .:strona główna
  .:kontakt

 .:serwisy

  .:audio
  .:czytelnia
  .:buziaczek!
  .:teologia
  .:pastor
  .:katalog stron
  .:kurs biblijny
  .:forum dyskusyjne

 .:protestanci.org

  .:o nas
  .:historia serwisu
  .:współpraca



Marek Handrysik: "Moje świadectwo na temat studiów teologicznych w BST."

Chcąc lepiej poznać Pismo Święte i chrześcijańska doktrynę chciałem wstąpić do jakiegoś seminarium teologicznego. Rozpytawszy się solidnie w środowiskach ewangelikałów postanowiłem w roku 2000 wstąpić do prowadzonego przez Chrześcijan Baptystów „Biblijnego Seminarium Teologicznego” we Wrocławiu. Powodem takiego wyboru była informacja, iż w tym seminarium naucza się najsolidniej, a nawet w oparciu o dzieła reformowanych teologów, do których mam najwyższe zaufanie. Aby solidnie zapamiętać wszystko i móc w każdej chwili wrócić do bezcennych, jak wówczas mniemałem treści wykładów wszystkie (za zgodą wykładowców) zapisywałem na taśmach magnetycznych. Na dobry początek opowiem o wykładach ze wstępu do Nowego Testamentu. Przedmiot ów zaczęliśmy od studium tzw. Ewangelii Tomasza, księgi nie będącej kanoniczną księgą Nowego Testamentu, a raczej jakimś totalnym nieporozumieniem. Z treści tej księgi wymagana była recenzja, więc napisałem szczerze, wykazując jej niekanoniczność, głupotę, szkodliwość jej treści i dewiację seksualną jej autora — dostałem trójkę.

Będąc w grupie znajomych dość dobrze „obkutych” z różnych dziedzin wiedzy związanych z teologią, postanowiliśmy nie stawiać wykładowców, w czasie wykładów w kłopotliwych sytuacjach i nie mówić nic złego o żadnym z nich; doszło więc do tak kuriozalnej sytuacji, że o jednej z wykładowczyń, aby nic złego nie powiedzieć stwierdziliśmy, że można o niej mówić, że jest ładna. Nie będę wspominać wszystkich jej pomysłów i kuriozalnych wymagań oraz sposobów oceniania, wspomnę tylko, że stawiała oceny za ustne oświadczenie czy student przeczytał zadany materiał przed wykładem oraz zadawała zadania typu: napisz w formie pytań… itp. Krótko mówiąc traktowała nas, dorosłych ludzi, zaocznych studentów teologii, częstokroć pastorów, prezesów, członków rad nadzorczych, itp. jak dzieci szkółkowe. My jednak znosiliśmy to w pokorze „…uważając jedni drugich za wyżej stojących od siebie” (Fil 2,3). Na tych wykładach dowiedzieliśmy się m.in., że absolutnie niewłaściwe jest traktowanie opisu stworzenia jako wiarygodnego i przyjmowanie, w tej materii tego co mówi Pismo Święte, gdyż nie zgadza się to z odkryciami naukowymi, a całość opisu stworzenia to poezja, więc tak naprawdę nie wiadomo co autor miał na myśli, jednak wiadomo, że nie sześciodniowy akt stworzenia.

Kolejnym szokiem były dla mnie wykłady z teologii, na których przedstawiono bezkrytycznie pakiet poglądów na dany temat bez ich wartościowania czy wskazywania, które z nich mieszczą się w ramach ortodoksji chrześcijańskiej. Na szczęście podstawowy wykładowca tego przedmiotu okazał się na tyle skłonnym do rozważenia moich uwag, że później zmienił to i mówił, które poglądy wchodzą w skład nauk uznawanych w kręgach ewangelikałów. To jednak nie zmieniło faktu iż za wypracowanie negujące boskość Pana Jezusa można było dostać piątkę. To samo dotyczyło zaliczeń z tzw. „służby”, którą można było zaliczyć na ocenę bdb np. za prowadzenie antytrynitarnej strony w internecie.

W czasie studiów prowadziliśmy wiele dyskusji na tematy teologiczne, a że byli wśród nas baptyści, wolni, zieloni, byli świadkowie i różni inni, więc dyskusje te były nader owocne i powodowały w znacznie większej mierze nasze postępy w edukacji niż wykłady. Dyskusje odbywały się w kuchni każdego wieczora i trwały czasem do bladego świtu. Przy okazji tematu dyskusji wspomnę, że dowiedziałem się od studentów, że nie mam co liczyć na to, iż jakieś solidne, bądź reformowane nauczanie stanie się moim udziałem, gdyż nauczyciel teologii, który sprowadzony był specjalnie przez rektora z USA aby być wykładowcą na BST dziwnie zrezygnował z pracy, gdy po propozycji wszczęcia publicznej dyskusji z obecnymi na uczelni liberałami dowiedział się, że dyskusja na argumenty jest szkodliwa gdyż może powodować rozłamy, a chrześcijanie mają się miłować. Nie bardzo rozumiałem… Przecież przez dyskusję najlepiej poznaje się poglądy… No ale cóż… faktów nie można było zmienić. Później poznałem tego człowieka, a także zetknąłem się z jego nauczaniem na łamach czasopisma „Reformacja w Polsce”. Szkoda, że nie było go już wtedy na BST, gdyż „zrezygnował”. Później „samorzutnie zrezygnowało” jeszcze kilku cennych ludzi, a nawet rektor i założyciel BST. Obecnie na tej uczelni jest jedna osoba, której byłbym gotów zaufać, a uczelnia, choć oficjalnie daje teraz państwowy licencjat przestała być biblijną w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu, a nawet z nazwy, gdyż zmieniono tę na BSE, …sorry EST, czyli Ewangelikalne Seminarium Teologiczne, a następnie na EWST (do poprzedniej nazwy doszło słowo „Wyższe”).

Ogólne moje wrażenie po trzech latach studiów w murach BST jest niewesołe, a im dłużej studiowałem, tym było ono silniejsze. Studia powodowały powstanie wrażenia ogólnej relatywności teologii jako dziedziny wiedzy, a w niektórych przypadkach spowodowały, że poddani takiemu formowaniu młodzi studenci odchodzili na łono kościoła rzymskokatolickiego, gdyż katolicy chociaż wiedzą czego się mają trzymać.

Na trzecim roku studiów miałem wykłady z tzw. życia chrześcijańskiego, w czasie których wykładowca, będący równocześnie dziekanem naszego wydziału wyraził swoją opinię, jakoby budowanie zborów protestanckich było jedynie pomnażaniem sekt, zaś chrześcijanin w tym kraju powinien budować kościół rzymskokatolicki.

Po jakimś czasie postanowiłem napisać pismo do dziekanatu, w którym zrezygnowałem z dalszych studiów na BST. Wówczas wezwał mnie rektor i zapytał, w prawdziwie chrześcijańskim duchu o moje problemy i powód rezygnacji. Odpowiedziałem prawdziwie szczerze, że choć ta uczelnia jest dziełem jego życia i rozumiem, że moje zdanie będzie dla niego bolesne, to powodem mojej rezygnacji jest to, iż nie chcę się wstydzić jej dyplomu. Opowiedziałem mu też o swoich doświadczeniach i obserwacjach, a także o zdaniu, które w trakcie wykładu wypowiedział dziekan wydziału zaocznego. Rektor powiedział, że zbada sprawę, ale dosyć szybko „zrezygnował”, więc chyba nie zdążył.

Później podobną rozmowę miałem z ww. dziekanem, któremu powiedziałem mniej więcej to samo, zaznaczając, że kropką nad „i” przy podejmowaniu mojej decyzji była wypowiedziana przez niego wówczas opinia. Wówczas dowiedziałem się, że jestem dziecinny, gdyż nie porozmawiałem z nim osobiście po wykładzie na ten temat, ale ja rozróżniam doskonale zdanie dziekana uczelni wypowiedziane ex cathedra od prywatnej tegoż opinii.

W czasie moich studiów widziałem niejedno i słyszałem niejedno. Jednym z takich mocniejszych momentów był wykład (nie pamiętam już czyj, ani z jakiego przedmiotu), w czasie którego ostro forsowane było zdanie jakoby kobiety powinny w zborach pełnić funkcje pastorskie, prowadzić nabożeństwa i nauczać. Kiedy zaoponowałem i próbowałem zacytować werset 2Tm 2,12 „Nie pozwalam zaś kobiecie nauczać…” większość studentów ryknęła gromkim śmiechem. Wstałem i odwróciłem się do nich z pytaniami: Czy Biblia jest śmieszna? Czy oni aby na pewno chcą studiować teologię?

Widziałem wielu młodych ludzi o znanych mi nazwiskach, pochodzących z wielopokoleniowych rodzin ewangelikalnych, którzy przychodzili na tę uczelnie i doznawali formowania na sceptycznych liberałów, którzy tracili zaszczepiony im przez zbór i rodzinę szacunek do Słowa Bożego, którzy w totalnym zamieszaniu odchodzili z uczelni, bądź po jej ukończeniu byli odrzucani przez swoje rodzime społeczności. Widziałem też bezczelnych ludzi będących pastorami, którzy stosowali wszystkie dostępne środki aby zdobyć dyplom BST, gdyż był im potrzebny do utrzymania stołka.

Ale widziałem też szczerych i utwierdzonych braci w Panu, którzy nie pozwolili zrobić sobie śmietany z mózgu i przetrwali te studia bez szwanku. Tych ostatnich było niestety niewielu. Zgrozą napawa mnie myśl co teraz dzieje się na EWST i jak kaleczona jest tam młodzież.

Nie wszystko na BST było złe. Studia te pomogły mi usystematyzować posiadaną wcześniej wiedzę, a w niektórych dziedzinach znacznie ją rozwinąć. Wspominam ze szczególną wdzięcznością wykłady i ćwiczenia ze Sztuki Porozumiewania, które były dla mnie bardzo owocne i pożyteczne. Także niektóre wykłady z innych przedmiotów były dobre, a nawet bardzo dobre, a w ocenie ich jako takich nie przeszkodziły mi inne, które uważam za bezużyteczne, czy wręcz szkodliwe. Wiele błogosławieństw uzyskałem też na wykładach ze Wstępu do NT 2, które prowadzone były przez mądrego, wspaniałego i pełnego bojaźni Bożej człowieka (niestety też „zrezygnował”). Także homiletyka i Historia Kościoła były po prostu super.

Po moich przeżyciach na BST, bracia starsi zboru, którego jestem członkiem, po zapoznaniu się z moją historią oraz weryfikacji podanych przeze mnie faktów postanowili nikomu z członków zboru nie udzielać rekomendacji na studia na BST (obecnie EWST). Zmierzając do końca niniejszego artykułu chciałbym podzielić się swoimi wnioskami:

1. Uważam, że studia teologiczne są ze wszech miar potrzebne i pożyteczne, jednak w Polsce nie ma protestanckiej uczelni, na którą można by bezpiecznie posłać młodzież, bądź neofitów.
2. Uważam, że uczelnia ponosi odpowiedzialność za szkody jakie wyrządza swoim słuchaczom, chyba, że pojęcie „pedagogika” zmieniło swój sens i nie dotyczy już formowania postaw, a jedynie przekazywania suchej wiedzy.
3. Pamiętajcie, drodzy bracia, aby nigdy i pod żadnym pozorem nie angażować w dzieło Pańskie liberałów, bo koszt tego jest ogromny, a owoc śmiertelny, o czym jak sądzę przekonał się były rektor BST.
4. Uważam, że zbory nie powinny rekomendować i wysyłać swoich członków na obecnie działające w kraju uczelnie protestanckie, gdyż obraz wszystkich tych uczelni i ich kondycja, są zbliżone do tego co napisałem o BST.
5. Uważam, że powinna w Polsce powstać uczelnia kształcąca studentów w dziedzinie teologii i formująca ich na bogobojnych chrześcijan.
6. Uważam, że zbory powinny dawać solidniejsze podstawy w dziedzinie teologii swoim członkom prowadząc w ramach swojej działalności działalność edukacyjną (Pamiętajmy, że pierwszym określeniem chrześcijan było wyrażenie „uczniowie”, a co to za uczeń, który się nie uczy, a tylko grzeje czterema literami ławę?)
7. Uważam, że nie powinno się nauczać teologii tak, jak uczy się religioznawstwa. Teologia i teologowie powinni coś twierdzić, a nie jedynie przedstawiać różne możliwości myślenia. Luter napisał w książce „O niewolnej woli”, że rzeczą chrześcijan jest twierdzić, bronić twierdzeń, cierpieć, kiedy potrzeba za twierdzenia, a nawet za nie umierać. Dziś za cnotę „naukowości” teologicznej uchodzi brak twierdzeń i ukrywanie się za poglądami innych. Przypomina to słowa piosenki Skaldów „nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by gonić go”
8. Cytowaną powyżej wypowiedź Luter kończy zawołaniem „Znieś twierdzenia, a zniesiesz i chrześcijaństwo!”. Wydaje się, że polskie, protestanckie uczelnie teologiczne już zniosły chrześcijaństwo.
9. Idąc do szkoły krawieckiej chcemy nauczyć się szyć. Idąc na studia teologiczne idziemy tam po to, żeby nauczyć się poznawać Boga i Jego Słowo, a nie po to, żeby pomnażać i rozbudzać wątpliwości.
10. Część chrześcijan uważa, że nie potrzeba studiować teologii, nie trzeba też czytać książek chrześcijańskich, gdyż sama Biblia wystarczy. Można iść tą drogą, ale wtedy wypadało by zacząć od poznania języków oryginalnych Biblii. Nie wiem też, czy taka postawa przypadkiem nie jest zwykłą pychą.
11. Niniejszym zachęcam wszystkich bogobojnych chrześcijan do modlitwy o oczyszczenie polskich uczelni teologicznych z pracowników szkodliwych, heretyków, fałszywych braci i wszystkiego co nie podoba się naszemu Panu. Módlmy się również o powstanie nowych uczelni, solidnych, bezpiecznych dla studentów i godnych zaufania chrześcijan, a także o bogobojnych, pełnych łaski i Ducha wykładowców.

Marek Handrysik
Świętochłowice 15.08.2007

© Protestanci.org